Ocena: ( 8.72 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 88 Pobrano: 1550 razy.
Amerykanie gdyby chcieli to II-gą wojnę światową mogliby skończyć w kilka miesięcy. Wystarczyło w centrum Berlina zrzucić jeden egzemplarz Johna Rambo. Niestety o wiele bardziej szkodliwe dla USA były małe, nieznośne i żółte promienie słoneczne, przedostające się do USA od strony Pacyfiku. Zatem Johna Rambo trzeba było wysłać do Azji, a likwidację wodza dwunastoletniej Rzeszy powierzyć mniej medialnemu żołnierzowi, mającemu silne polskie korzenie, Williamowi Blazkowiczowi.
B.J. – jak ochrzcili go garnizonowi koledzy – został przeznaczony do usunięcie przede wszystkim dra Schabbsa, odpowiedzialnego za wskrzeszanie niemieckich żołnierzy. Niestety nasz bohater tak niefortunnie przechadzał się niemieckimi łąkami, że namierzyło go komando SS. W efekcie amerykański super komandos i mniej super szpieg, trafił do zamku Wolfenstein. W ten oto sposób zarysowuje się fabuła Wolfensteina 3D, legendarnego FPS-a spod ręki Johna Ramb… ekhm… Romero.
Halo Hans
Gra składa się z sześciu dużych epizodów, w tym pierwsze trzy “Escape from Wolfenstein”, “Operation: Eisenfaust” oraz “Die Fuhrer WDie!” to właściwy ciąg fabuły, a tzw. “Nocturnal Missions”, w których skład wchodzą takie epizody jak “A Dark Secret”, “Trail of the Madman” i “Confrontation” to prequel wydarzeń sprzed czasów pierwszego epizodu.
Na początek przyjdzie nam wydostać się z zamku Wolfenstein. Rzecz dla takiego komandosa jak B.J. Blazkowicz bez dwóch zdań jak splunięcie. Co prawda nasz początkowy arsenał to zaledwie nóż, którym B.J. dłubie sobie w zębach po obiedzie oraz klasyczny pistolet nabity jedynie ośmioma kulami, ale tajne korytarze zamku kryją wiele atrakcji, poza złotym złotem w tym i amunicję. Nasi przeciwnicy w tym epizodzie, nawet na najwyższym stopniu trudności, nie są zbyt wymagający. Najczęściej przyjdzie nam eliminować niemieckich szeregowców tzw. hot dogi, którzy posługują się pistoletami podobnej marki, co B.J. (…krążą pogłoski, że to wyroby made in China). Niemniej im bliżej strażnika zamku, tym częściej pojawiać się będą fanatyczni oficerzy SS, posługujący się karabinami maszynowymi. Po drodze często też napotkamy efekty zagubionych plemników Szarika.
Ostatnia misja epizodu to spotkanie bliskiego stopnia z Hansem Grosse, dużym i tępym strażnikiem zamku. Herr Grosse nie błyszczy intelektem, ale jego dwa chainguny są w stanie nadrobić wszelkie braki w wykształceniu.
Niekulturalne zombie, klasyczny Adolf i chemiczne zabawki
Dwa kolejne epizody to już cała masa emocji wyższego stopnia. Przede wszystkim: jest trudniej.
Z nazi-zombie, Aryjczykami fioletowej krwi, masowo produkowanymi w zakładach dra Schabbsa, trzeba się będzie trochę namęczyć. W zakamarkach śmierdzących labiryntów prowadzących do jego pracowni, czai się całe mnóstwo tych ożywionych hitlerowców. Niestety są szybcy i skuteczni, a także dysponują dużą wytrzymałością (najwyższa spośród szeregowych jednostek). Poza tym ich wielkim atutem jest wyraźny problem z kulturą – to jedyne jednostki w grze, które do nas nie przemawiają na powitanie (…a nawet psy to robią radosnym nazistowskim: “woof-woof!”). W związku z tym niezauważenie mogą zachodzić B.J.-a od tylca, a anal z zombie to prawdopodobnie wątpliwa przyjemność. Męki z zombiakami kończą się finałowym starciem z psychopatycznym Schabbsem, który… rzuca w nas strzykawkami :-).
“Die Furher Die” to już to co tygrysy lubią najbardziej! Nadchodzące spotkanie z samym Adolfem.
Cyber SSEpizod jest trudny, bo po drodze pojawiają się legiony SS’manów, w tym i szybkich wyższych oficerów. Ci drudzy strzelają do nas, co prawda tylko podstawową bronią szeregowców, ale są chyba szybsi od psów, a przede wszystkim bardzo skuteczni. Pełna rozkosz dzieje się w misji z Hitlerem, bo zanim dojdziemy do fuhrera, jeszcze po drodze będziemy musieli rozprawić się z jego… duchami. A to wyjątkowo upierdliwie mendy. Strzelają czym chcą (do dyspozycji każdy rodzaj broni), znikają kiedy chcą i potrafią wykrzesać z siebie czerwoną wiązkę energii ala Son Goku. Sam Adolf wita się z nami klasycznym: “Zdychaj, aliancka świnto!” :-). Jak przystało na wodza, jest silnym przeciwnikiem, uzbrojonym w dwa chainguny i radziecki pancerz.
W prequelowych epizodach B.J. rozprawia się z chemiczną śmietanką nazistowskich dygnitarzy. Odpowiednio z Otto Giftmacherem, siostrunią Hansa czyli Gretą Grosse (gabaryty jak u brata) – też strażniczką zamku, ale w tym wypadku pięknego Erlangen oraz z generałem Fettgesichtem znanym też jako “Big Face”, a jeśli się trochę porozglądamy po zamku Fettgesichta to spotkamy tam m.in. całkiem nowe, trzy klony Hansa Grosse.
Zresztą co tam klony Hansa, w nazistowskiej doktrynie wyzwolenie znalazły też pacmanowe stworki, które czają się w bonusowej misji.
Kolory hitlerowskiej teczy
Siedemnastoletni Wolfenstein 3D, dawniej sprzedawany na czterech dyskietkach FDD, nie imponuje już ani grafiką, ani szatą dźwiękowo-muzyczną. Nie oznacza to jednak, że technikalia tego klasycznego FPS’a nie mogą się podobać.
Kolorowe korytarze, które przyjdzie nam zwiedzić emanują nazistowskim patosem. Często napotkamy liczne obrazy przedstawiające wodza Trzeciej Rzeszy, symbole pro germańskich Aryjczyków i cały ten mein kampf’owski pejzaż. Tekstury to klasyczne lata 90-te, a Helmut, ja tylko żartowalem!więc musi być w tym nieco retro (dla zagorzałych fanów wygładzeń dobra wiadomość, bo wyszedł patche upiekszający Wolfa, ale za to odbierający mu 50% klimatu). Muzyczki w menu to zdecydowanie odpowiednie dla duszy gry krótkie, trącące o tajemniczość midi. Jednak najlepsze w tym wszystkim są dźwięki w grze czyli odezwy naszych przeciwników, często z wyraźnym niemieckim akcentem.
Poziom trudności w grze zależy od naszych upodobań, bo Wolfenstein 3D oferuje ich cztery rodzaje: “Can I Play Daddy?”, “Don’t Hurt Me”, “Bring ‘Em On!” oraz “I’m Death Incarnate!”. O ile trzeci można jeszcze z delikatnym wysiłkiem ukończyć, o tyle ostatni należy do rzeczy niełatwych do zgryzienia.
Tytułem AK’owskiej puenty
W Wolfa trzeba zagrać. Nie ma znaczenia stan poglądowy, wiekowy, wyznaniowy i tak dalej… ta gra to (wciąż grywalny) fundament pod dzisiejsze wojenne FPS’y. Nie warto zaczynać przygody z B.J.-em od późniejszych części Wolfensteina, bo tylko pozycja z 1992 roku jest w stanie wyrobić w graczu pogląd na stare, dobre polowanie na nazistów.
Musisz sięgnąć jeśli… chcesz wypełnić patriotyczny obowiązek dziejowy (czyt. spuścić wpierdol nazistom).
Konrad
autor bloga Retro - Kadabra, na którym również dostępna jest ta recenzja:
http://retrokadabra.wordpress.com
Zobacz także:
Wolf 3D
Opisy broni, postaci, itemów, itp.
Wolf: To od niego wszystko się zaczęło
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Wolfenstein 3d.