Owszem, nie jest łatwo dokapować się, o co w grze chodzi bez choćby paru zdań wyjaśnienia. A zatem w skrócie:
Pewien bardzo groźny pirat (czy najemnik) - bohater gry - został za karę dożywotnio uwięziony na odległej wyspie. Wypuścili go jednak z tamtejszego więzienia mieszkańcy wyspy, którzy zezwolą mu także odpłynąć, ale pod warunkiem, że pomoże im uwolnić się od tyranii złego władcy wyspy, Najwyższego Kapłana jakiegoś tajemniczego, nieczystego, złego kultu. A zatem więzień musi teraz ratować innych (de facto) więźniów.
Podczas swej misji protagonista spotka na swojej drodze zarówno wrogów, jak i sprzymierzeńców, nie należy więc bezmyślnie "naparzać" każdej spotkanej osoby. Z uwagi, że bohater rozpoczyna przygodę bez żadnego - prócz ubrania - wyposażenia, należy uważnie śledzić pasek statusu. Po zbliżeniu się do jakiegoś obiektu, nadającego się do wykorzystania, pojawi się tam informacja, co mamy w zasięgu (np. "sharp disk", chyba pierwsza broń, jaką znajdziemy); w takim momencie należy przełączyć się z trybu kierowania postacią bohatera gry do trybu manipulowania obiektami / badania otoczenia (bez obawy: akcja gry wtedy ulega "zamrożeniu"). Należy także zwracać uwagę na strzałki, podpowiadające kierunek możliwego wyjścia / przejścia (pasek statusu podpowie, dokąd ono prowadzi). Celem gry jest uwolnienie wszystkich mieszkańców wysoy, oraz wyeliminowanie wszystkich wyznawców nieczystego kultu, którzy ich gnębią. Trzeba ich po prostu wytłuc!
Gra mogłaby być zrobiona nieco lepiej - właściwie robi wrażenie nie całkiem dopracowanej (np. chyba nie da się cisnąć dyskiem w przeciwnika, nie wykonując jednocześnie "przewrotu", a trzeba uważać, bo nie mamy więcej, niż jedno życie) - jednocześnie jednak właśnie ta gra ma jedne z najładniejszych melodii "chiptunes" stworzonych na Commodore 64, autorstwa Bena Daglisha.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Nie jest tak źle.