Pamiętacie Pacman'a? Jeśli tak, to możecie dalej nie czytać, tylko zastanowić się, czy macie ochotę na pogranie w podobną gierkę. Dalszy ciąg jest dla tych, którzy mają pamięć dobrą, ale krótką lub są za młodzi aby Pacman'a pamiętać.
Mamy więc labirynt zbudowany z płytek zawieszonych w pustce i przemiłą piłkę myślącą jak głowa, czy też głowę podskakującą jak piłka. Pomysł z lekka makabryczny zważywszy, że przyzwyczailiśmy się już do naszych tradycyjnych czterech kończyn.
Głowo-piłka to postać pozytywna w naszym dramacie, a miano czarnych charakterów przypiszemy stworkom-potworkom o zdecydowanie za dużych zębach. Nasz bohater ma za zadanie przejść przez jak największą liczbę labiryntów, unikając oczywiście niemiłego towarzystwa. Żeby przedostać się na wyższy poziom musi zebrać odpowiednią liczbę „czegoś", co umieszczono na niektórych klockach. Niestety, po co kolekcjonuje to „coś" - nie wiem.
Oczywiście ma po drodze mnóstwo przygód i znajduje różne rzeczy typu: zapasy strzał (do wybijania zębów stworkom-potworkom), spadochrony - wielce użyteczne w przypadku skoku w pustkę (a o to łatwo, jeśli nie opanowaliście wystarczająco prac joystickowych) itp. Są jeszcze dodatkowe bramy, bonusy i wiele innych, miłych i mniej miłych niespodzianek.
Grafikę i dźwięk określę jednym słowem, lecz wielce dwuznacznym - „nieźle". To samo chyba można powiedzieć o grze...
Zobacz także:
Bouncing Heads
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji PacMan.