Za górami, za lasami, za siedmioma morzami, w małej chatce na kurzej łapce żyła sobie czarownica Orfidyna. Było jej dobrze jak u pana diabła za piecem. Miała przyjaciela - czarownika Pumpkina. Mieszkał on w leśnej norze niedaleko chatki. Często się odwiedzali. Pewnego razu Orfidyna pokłóciła się z Pumpkinem, a ten, ze złości ukradł jej nową miotłę i za nic nie chciał oddać. Orfidyna poprzysięgła mu straszliwą zemstę. Długo się namyślała, aż w starych księgach znalazła przepis na miksturę która pozbawi Pumpkina czarodziejskiej mocy. Tajemnicza formuła brzmiała:
Weź rogi złotego jelenia, oczy wielkiej ropuchy, ogon jaszczurki, kości olbrzyma i skrzydła nietoperza. Wrzuć to do wielkiego kotła, zetrzyj na proszek i gotuj na ogniu z diabelskiego wulkanu przez całą noc pod czas pełni księżyca. Pamiętaj jednak, że kości musisz zebrać do czarodziejskiej skrzyni, a ogień przynieść w kaganku odnalezionym w głębi krypty.
Czarownica wybrała się na poszukiwania. Leciała na starej miotle przez lasy, bory, góry i morza. Po drodze napadały ją straszne stwory i wielkie ptaki, z którymi musiała walczyć tracąc przy tym siły. Ratunek znajdowała w życiodajnych źródełkach. Wiedziała, że składniki do wywaru można znaleźć tylko w głębi ziemi. Zbierała więc rozrzucone klucze do wrót jaskiń, grot i grobowców, uważnie lądując tylko na płaskim terenie.
Na starym cmentarzysku pełnym duchów zobaczyła wielką kryptę, weszła do niej. Było tam dwadzieścia osiem komnat. Znalazła w nich kości olbrzyma (których jednak nie mogła zabrać) nietoperza i kaganek. Ruszyła szybko do diabelskiego wulkanu po ogień. Tam spotkała ją niespodzianka — na najniższej półce jaskini znalazła czarodziejską skrzynię. Uradowana wyszła drugim wyjściem i wróciła do krypty po kości olbrzyma. Do domu miała niedaleko, więc zaniosła tam zdobyte skarby. Zmęczona, wyczerpana ale zawzięta ruszyła na dalsze poszukiwania. Leciała nad oceanami, aż dotarła do niewielkiej groty liczącej tylko jedenaście komnat. Tu znajdowała się ropucha, rogi jelenia i jaszczurka. Miała już wszystko. U kresu sił wróciła do chatki na kurzej łapce. Wszystkie składniki wrzuciła do kotła, podłożyła ogień w palenisku i czekała na pełnię księżyca. Nastała upragniona noc. Mamrocząc sobie tylko znane zaklęcia warzyła miksturę, a gdy była już gotowa, wzięła dzbanek z płynem i ruszyła do czarownika. Podstępem namówiła go do wypicia. Pumpkin wypił i zniknął, a wiedźma, zadowolona z udanej zemsty zabrała miotłę i poleciała do domu.
Od tej pory nikt już czarownicy Orfidynie nie zakłócał spokoju. Chyba do dziś żyje w swojej małej chatce na kurzej łapce.
Zobacz także:
Cauldron
Cauldron+Mapa
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Czarownica Orfidyna.