To, że król Laudon IV zgubił swoje berło byłoby może niewielkim problemem, gdyby nie drobny szczegół -berło było magiczne i swojego posiadacza obdarzało magicznymi zdolnościami. Któż mógł przewidzieć, jaki wpływ na cały świat może mieć magiczne berło, gdy trafi w nieodpowiednie ręce. I tak się właśnie stało. Po kilku dniach od zaginięcia berła króla Laudona IV odwiedził posłaniec z sąsiedniego królestwa. Tamtejszy władca (niezbyt przyjaźnie nastawiony do całej reszty świata; odgrywający w tej baśni czarny charakter) przekazał Laudonowi wyrazy współczucia z powodu zaginięcia berła, które właśnie odnalazł. I oczywiście nie zamierza oddawać swojego nabytku prawowitemu właścicielowi, ale wykorzystać je do własnych celów. Król ogłosił nabór śmiałków, którzy wyruszą po magiczne berło. No ale jakoś wszyscy nagle się pochorowali i nikt nie kwapił się, by wyruszać na sąsiednią wyspę i podbijać jakieś mroczne królestwo.
Druga strona tej historyjki brzmi tak -Cedric, niepozorny i niczym nie wyróżniający się mieszczanin od dawien dawna po same uszy zakochany był w jednej z córek króla (warto wiedzieć, że Laudon IV miał siedem córek, którym nadał imię Aniga i odpowiedni numer indeksu od jeden do siedem; w tej chwili trudno powiedzieć, w której z nich zakochany był Cedric). Pewnego dnia zebrał się na odwagę i postanowił poprosić króla o rękę ukochanej. No i prawie się udało, tyle, że w zamian musi całemu królestwu wyświadczyć drobną przysługę - mianowicie przynieść zagubione berło. Chcąc nie chcą Cedric spakował manatki ruszył w stronę wybrzeża. Na jego drodze stała olbrzymia puszcza, wypełniona wielgachnymi stworami. Cedric znudzony brakiem towarzystwa postanowił się zdrzemnąć. A kiedy się obudził, okazało się, że ktoś zabrał mu prawie cały ekwipunek. Nie mógł wrócić do królestwa, bo pewnikiem wykopaliby go stamtąd z hukiem. Pozostało więc brnąć dalej w las...
Tak właśnie zaczyna się ta niesamowita gra zręcznościowo-przygodowa. Dlaczego niesamowita? Bo już na pierwszy rzut oka budzi skojarzenia ze znaną i lubianą gierką pt. Shadow of The Beast. Skojarzenia takie nasuwa nie tylko podobne wykonanie grafiki i dźwięku, a także pomysłowe połączenie gry zręcznościowej i elementów przygodowych. Jednak fabuła Cedrica pozostawia sławetną Bestię daleko w tyle. O ile w Bestii poruszaliśmy się po jednym wielkim poziomie, w Cedricu przyjdzie nam borykać się z problemami w kilku zupełnie odmiennych etapach. Nie będę w tym miejscu zdradzał wszystkich tajemnic gry, bo jeszcze jej nie skończyłem. Na razie twardo walczę z pająkami w piątym etapie i jak na złość pajęczaki wygrywają. Podróż po świecie pełnym przeróżnych bestyj rozpoczynamy w lesie. Dosłownie i w przenośni, bowiem po przebudzeniu okazuje się, że z ekwipunku pozostały nam jedynie gołe pięści, namiot i ubranie (na szczęście!). Warto więc zwiedzić najbliższe okolice i rozejrzeć się za straconymi gadżetami. Podczas tych wędrówek koniecznie trzeba odnaleźć podziurawioną jak sieć rybacka starą łódkę (za bagnami aligatorów), korbkę, wiosło (niedaleko łódki), starą studnię (głęboką na 3,4 m, co Cedric stwierdził autorytatywnie za pomocą jednego splunięcia), w sąsiedztwie której leży wiadro, linę, kawałek drewna, ognisko i beczkę ze smolą. Co robić? Drzewo wrzucić do ogniska (jedno starczy, przecież nie będziemy zakładać elektrowni), wiadro napełnić smolą i ogrzać je nad ogniskiem. Lina przyda się do zejścia w głąb kanionu, korbka do ściągnięcia do siebie wózka (jedyny środek transportu nad przepaściami), zaś rozgrzana smoła do połatania łódki. Łapiemy się za pagaj i czekamy na przypływ. I to już koniec pierwszego etapu.
Warto powiedzieć, że twórcy Cedrica włożyli sporo wysiłku w pogmatwanie zagadek. Otóż na niektórych poziomach znajdziemy całą masę przedmiotów i miejsc, które są zupełnie do niczego nieprzydatne. Na przykład taka studnia. Możemy do niej pluć do woli (i tak od tego wody w niej nie przybędzie) i wrzucać co popadnie. Proszę bardzo.
Jeśli ktoś lubi tracić czas... A sam Cedric okazuje się też być niezłą gadułą. Ale próby porozumienia się ze studnią, paleniskiem i tego typu rzeczami zazwyczaj do niczego nie prowadzą. Za to nie radzę żartować z elfów, ani tym bardziej z króla tego małego ludu. Magów też lepiej nie zamęczać zbędnymi pytaniami.
Droga po królewskie berło najeżona jest całą masą pułapek, zagadek, a co najważniejsze, każdy etap mocno różni się od poprzedniego. Niektóre z poziomów są proste jak drut, inne to istny labirynt. Droga Cedrica wiedzie przez mroczną puszczę, aż do starych kopalni i przystani. Stamtąd drogą wodną na sąsiednią wyspę i kręte uliczki okrągłego miasta. Dalej natrafimy na las pełen pająków, w którym to zaszył się pewien czarodziej.
Od czasów dwóch części Bestii nie mieliśmy okazji zagrać w równie barwną i pomysłową grę. Może i Cedricowi daleko do mrocznego klimatu Bestii, bowiem grafika i dźwięk w całej grze są na nieco gorszym poziomie, niż w pierwowzorze, ale i tak nie jest to w stanie popsuć doskonalej rozrywki. Zarówno dla szarych komórek, jak i mięśni (przynajmniej nadgarstków).
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Zagubione berło.