Ocena: ( 8.08 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 12 Pobrano: 168 razy.
Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze o komputerze nawet nie marzyłem, fascynowały mnie gry na tzw. automatach. W większości były to jednak zręcznościówki wszelakiego rodzaju. Poczynając od strzelanek. przechodząc przez platformówki do najwspanialszych, czyli gier zabijacko-napadalskich. W tej ostatniej grupie gier także był podział, na gry: karate i fantasy. Z gier zabijalsko-fantasy jedną z najlepszych i najwcześniejszych była gra GOLDEN AXE, która doczekała się później słabiutkiej adaptacji na komputerach. Dzisiaj, po sukcesie FRANKO, zdolni polscy autorzy poszli za ciosem i wydali kolejną „morderczą" grę tym razem w stylu wspomnianego Golden Axe. Gra otrzymała nazwę DOMAN: Grzechy Ardana i jest w pewien sposób związana ze słowiańskimi legendami o Domanie, walecznym wojowniku.
Osadzenie akcji gry w klimacie środkowoeuropejskim jest wspaniałym chwytem, który bardziej wciąga polskiego gracza w świat gry, niż gdyby miał on poruszać się po nieznanych lądach afrykańskich. Wszystko dzieje się w Polsce, to jest nam najbliższe i to się podoba.
.jpg)
DOMAN, to przyjemna gra umożliwiająca graczowi wyżycie się na ekranie. Dla wrażliwych istnieje opcja wyłączająca sceny brutalne (krew, odcinane głowy, itp.), pozostałym polecam te sceny jako barwny i nieodłączny element gry - jest to coś, czym gry zdobywają sobie popularność.
Przystępując do gry wcielamy się w szlachetnego barbarzyńcę, który zabija (czyt. morduje) tylko złych przeciwników. Jest to typ człowieka, który potrafi wybić miliardy złych panów, tylko po to, aby uratować więzionego w klatce kotka - cóż, wizjoner. Tym razem do jego umysłu dotarły narzekania wielu gnębionych ludzi, zamieszkujących krainę LATROXIA, której brutalnym władcą jest Ardan. Doman nie jest w stanie już dłużej powstrzymać się od szału, jaki go przepełnia. Musi wyruszać, aby zaprowadzić porządek, by znowu biedni, uciskani wieśniacy zaznali wolności. Jedyne, co musi zrobić, to dotrzeć do zamku Ardana i odciąć mu łeb. Po drodze oczywiście będziesz musiał się borykać z trudnościami atmosferycznymi (kiepska pogoda, nadchodząca noc podczas której trzeba się przespać), geograficznymi (bagna, pustkowia), no i personalnymi (wiecznie czyhające na jego życie zastępy sługusów Ardana). Jego jedynym przyjacielem są narzędzia do zabijania, czyli: topory, miecz, korbacz, kusza. Broń może zmieniać, spotykając na swojej drodze przychylnych mieszkańców Latroxii, którzy kieszenie mają wypchane bynajmniej nie bułkami z masłem.
Graficznie gra zrobiona jest niemalże w tym samym stylu co Franko - oryginalny typ grafiki, który zyskał sobie tyluż samo zwolenników, co przeciwników. Jakkolwiek sylwetki wrogów i naszego bohatera są dobrze animowane, to krajobraz jest nie dopracowany. Widać wiele wolnych obszarów, niedbałe wypełnianie. To można było jeszcze dopracować.
Można powiedzieć o grze tyle, że ma w sobie to coś, co pozwala oderwać się od rzeczywistości na kilka godzin, ale już nie w takim stopniu, jak to było przy Franko - trochę zbyt monotonna akcja.
"Doman" to kolejna po "Franko" gra członków grupy World Software. "Doman - Grzechy Ardana", bo tak brzmi pełna nazwa gry, wzorowany jest na poprzednim tytule grupy. Dostajemy jednak dużo bardziej przemyślany i rozbudowany produkt. Gra zajmuje 5 dyskietek i podobnie jak "Franko" ma wbudowany instalator HDD.Tym razem gra jednak nie toczy się na szczecińskich ulicach, a w bliżej nieokreślonych czasach średniowiecznych. Mamy możliwość wcielenia się w jednego z dwóch bohaterów: Domana lub Baursa. W przeciwieństwie do "Franko", w Domanie możemy przeżywać przygodę także z kolegą dzięki dodanej możliwości gry dla dwóch osób, co znacznie urozmaica rozgrywkę."Doman" posiada mało oryginalną, oklepaną fabułę polegającą na zabiciu złego - nazywa się Ardan. Jak możemy się dowiedzieć z intra Ardan jest złym człowiekiem, który wykorzystywał swój lud, a my jako niepokonani herosi możemy owy lud uwolnić spod złego panowania okrutnego władcy. Tak oto w skrócie wygląda nasza przygoda, której musimy stawić czoło.Od pierwszego kontaktu z grą możemy łatwo zauważyć, że "Doman" posiada dużo lepszą oprawę graficzną w porównaniu do "Franko". Gra jest w 32 kolorach ("Franko" był tylko w 16), a postacie są znacznie staranniej wykonane. Naprawdę cieszą oko, nie ustrzeżono się jednak od błędów anatomicznych. Bohaterowie mają mięśnie, z którymi współczesna medycyna jeszcze się nie spotkała - jednak nie ma to żadnego wpływu na rozgrywkę. Krajobrazy jakie przyjdzie nam zwiedzać w grze, czyli zarówno wsie, polany, łąki również są przyzwoicie wykonane - nie jest to co prawda "majstersztyk" z wykorzystaniem pełnych możliwości graficznych Amigi, grafika nadal trąci Deluxe Paintem, ale wygląda już zdecydowanie lepiej. Krajobrazów jest naprawdę sporo i co najważniejsze nie powtarzają się. Na uwagę zasługuje dolina wisielców będąca jednym z etapów Domana, w której to autorzy przeszli samych siebie przedstawiając brutalnie wykonane tła z ludźmi ponabijanymi na pale oraz nieszczęśnikami powieszonymi na okolicznych drzewach.Jak już wspominam o brutalności to muszę dodać, że "Doman" jest jeszcze bardziej krwawy od "Franko". Naszym przeciwnikom możemy odcinać głowy, a leżących na ziemi uderzać mieczem lub toporem. Nadmiar brutalności możemy jednak wyłączyć w opcjach gry. Polecam to rozwiązanie osobom wrażliwym, bo krew w Domanie leje się hektolitrami. Opcja nazywa się "brutality" i pewnie pomysł jest zapożyczony z gry "Mortal Kombat". Po wyłączeniu brutalności żadne głowy nie będą odpadać od korpusów, ani też nie uświadczymy widoku krwi.Trzeba przyznać, że Ci gracze, którzy lubią jatkę na ekranie będą w pełni usatysfakcjonowani. W grze "Franko" walczyliśmy na pięści i nogi oraz jeździliśmy Fiatem 126p. Tutaj mamy pokaźny arsenał broni jedno i dwuręcznych, dostępna jest nawet broń dystansowa - kusza. Co ciekawe wojownicy wykonują różne ciosy przy korzystaniu z różnych broni. Wojownik inaczej się zachowuje mając halabardę, a inaczej miecz. Niestety walcząc w wodzie dostępny mamy tylko jeden rodzaj broni, co utrudnia rozgrywkę. Ponadto za pomocą specjalnego kodu możemy aktywować w grze karabin "kalashnikov". Wygląda to "uroczo", tym bardziej, że z taką bronią wrogowie nie mają żadnych szans.Teraz kilka słów o naszych oponentach. Jest ich podobnie jak w grze "Franko" kilka "typów" różniących się między sobą zarówno wyglądem, rodzajem używanej broni oraz stylem walki. Poza wojownikami używającymi białej broni przyjdzie nam stawić czoła łucznikom, kusznikom oraz kościotrupom ubranym w habit.W grze musimy pokonać trzech bosów: Hectora, Sandiusa oraz Slavo, z którymi trzeba będzie zawalczyć trzykrotnie aby ich ostatecznie uśmiercić. Na samym końcu czeka na nas sam zły Ardan. Podobnie jak w "Franko" bosowie są mocno przerośnięci, a już sam Ardan zajmuje po machnięciu mieczem grubo ponad połowę ekranu. Bosowie mają też tę wadę, że mogą nas wbić w ziemię, a co za tym idzie uśmiercić jednym ciosem, dlatego trzeba bardzo uważać podczas walki z nimi. Poza bosami reszta oponentów ma wymiary zbliżone do naszych herosów. Dodatkowo część wrogów różni się od nas innym kolorem skóry - dokładnie zielonym.Poza wrogami żądnymi naszej krwi spotkamy również wieśniaków, wojowników, inwalidów i innych życzliwych nam ludzi. Obdarowywać oni nas będą energią, uzbrojeniem oraz testem antypirackim.Wspomniałem już o krajobrazach, ale nie pisałem o tym, że część akcji dzieje się na mokradłach w wodzie. Nasi herosi zanurzeni są po uda w wodzie, podobnie zresztą jak przeciwnicy. Walcząc w wodzie do dyspozycji mamy jedynie miecz lub topór w zależności od tego, czy gramy Domanem czy Bauresem. Jest to dość trudny etap, ponieważ nie można skakać, a co za tym idzie powalać przeciwnika na ziemię. Przy okazji warto wspomnieć co nieco o mechanice gry, która w porównaniu do "Franko" została mocno poprawiona. Grając w "Franko", gdy nasz bohater zostanie przewrócony przez wroga bardzo trudno się z tego śmiertelnego uścisku oswobodzić. W praktyce, gdy oponentów było dwóch i udało się im nas otoczyć to musieliśmy się liczyć ze stratą dwóch czy nawet trzech żyć zanim udało nam się oswobodzić z tego klinu. W Domanie rozwiązano ten problem w taki sposób, że nasza postać kładzie się na ziemi tylko wtedy gdy straci życie, po czym znika i odnowiona wychodzi z lewej strony ekranu. Dzięki takiemu rozwiązaniu unikamy klinowania naszego herosa.W Domanie niestety nie możemy zabijać jednym ciosem leżących przeciwników jak to miało miejsce w grze "Franko". Tutaj bijąc leżącego zabieramy mu tylko niewielką część energii, ale za to czynność tą możemy powtarzać albo do skutku, czyli do jego śmierci, albo do jego ocucenia i powstania z ziemi. Dodatkowo przeciwnik złapany przy przerzucie w "Franko" działał jak pocisk, a jego ciało powalało na ziemię innych oponentów. W Domanie niestety tego nie ma. Kolejnym minusem jest to, że denaci po kilku sekundach znikają, a pozostaje po nich tylko krew. Trochę szkoda, że autorzy nie rozwiązali tego tak samo jak we "Franko", gra na pewno by na tym tylko zyskała.Gra podzielona jest na kilka etapów, jeden etap w grze to jeden dzień. Owe etapy przeplatane są statycznymi rysunkami z "filozoficznym" podsumowaniem minionego dnia oraz krótką animacją z zamku Ardana. Wygląda to naprawdę ciekawie, a zarazem ładnie układa się w jedną spójną całość. Widać, że w przeciwieństwie do "Franko" autorzy pozwolili sobie na filozoficzne podejście do gry.Mimo oklepanej fabuły całość prezentuje się naprawdę nieźle. Dodatkowego smaczku dodaje grze mini etap zręcznościowy, który występuje dwa razy. Autorzy także zaserwowali nam mały żart. W zamku Ardana pokazuje się "Franko" znany z poprzedniej części gry, który rzuca różnymi śmiesznymi tekstami. Tekstów jest kilka i są one losowe.Jakość sampli jest nieco lepsza niż w "Franko" choć tutaj już nie uświadczymy zdigitalizowanej ludzkiej mowy. Za to są odgłosy oraz brzęki broni, gdy parujemy ciosy, świst bełtu wystrzelonego z kuszy itd. Poza tym mamy jeszcze całkiem bogatą gamę odgłosów przyrody. Zaczynając wyliczanie od piania koguta w wiosce, szumu płynącej wody w rzece czy dźwięków towarzyszących podczas burzy. Jeśli jednak nie chcemy słuchać odgłosów przyrody to możemy przełączyć się na muzykę. Niestety nie jest ona porywająca jeśli chodzi o samą rozgrywkę, natomiast w intrze oraz w przerywnikach jest bardzo klimatyczna i miło się jej słucha.PODSUMOWUJAC gra jest troszeczkę za krótka.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji DOMAN: Grzechy Ardana.