Czas na powtórkę z rozrywki, czyli luksusową edycję znanego produktu doomopodobnego na Amigę. Gloom nie odbiega zbyt daleko od standardu, jaki został wyznaczony przez osławionego Dooma. Niemiłosiernie pokrzywione ściany, tysiące stworów, żywa akcja — skąd my to znamy? Właściwie warto zaznaczyć, czego brakuje Gloomowi w porównaniu do Dooma. Przede wszystkim - różnicy poziomów - cała akcja rozgrywa się na jednej wielkiej płaszczyźnie (tzn. sufit i podłoga - zawsze na tym samym poziomie) pozbawionej schodków, wind i tym podobnych cudeniek. Także broń została ograniczona do dwóch niezłych karabinków - jeden strzela czerwonymi pociskami, drugi zielonymi. W miarę zbierania kolorowych kulek podnosi się moc rażenia broni. A gdy zbierzemy więcej niż 5 kulek - tymczasowo dysponujemy dwulufowym narzędziem ułatwiającym szybki zgon wszystkim wrogom... W całej grze brakuje tak popularnych w Doomie skrzynek z amunicją - za względu na pokaźną liczbę wrogów autorzy Glooma postanowili nie stawiać graczowi ograniczeń w tym zakresie. Za to życie podlega ścisłym ograniczeniom. Oprócz trzech wcieleń nasz bohater boryka się z wyciekającą z niego energią, którą uzupełnić może jedynie niemowlęca butelka mleka. Zdarzają się tu także plansze, w których ściany albo poruszają się zmieniając układ planszy, albo obracają, tworząc jeszcze jeden doskonały powód do zgonu. Po drodze natrafimy na kilka bonusów w postaci okularów termoocznych umożliwiających patrzenie przez ściany, osłonki czyniącej nas niewidzialnymi, no i specjalnego przyrządu sprawiającego, że pociski odbijają się od ścian. Na całą grę składają się trzy etapy: Spacehulk, Gothic i Hell. Podobnie ma się sprawa z deathmatchami -mogą one toczyć się na jednym z powyższych etapów. Oczywiście wraz z poziomem zmieniają się nasi wrogowie. W scenerii Spacehulka gdzieś w zakamarkach statku kosmicznego potykamy się z legionami żołnierzy, skinami oraz wyjątkowo wrednymi robotami. Gotycki nastrój ilustrują pojękiwania ludzi-gadów, smętne zawodzenie duchów przenikających przez ściany, rozbłyski czarów wrednych magów. Nie mam bladego pojęcia, co dzieje się na trzecim poziomie, ale już sama jego nazwa odstrasza.
W klasycznym Gloomie, przy rozciągnięciu okienka gry na cały ekran aż przykro było patrzeć, tak kulała rozdzielczość. I właśnie grafika zmieniła się w Gloomie Deluxe. Koniec z niewyraźnymi kwadracikami przewijającymi się na ekranie. Co prawda na gołej A1200 możemy pokusić się jedynie o grę na najmniejszym ekraniku, ale posiadacze kart turbo i dodatkowej pamięci fast powinni być usatysfakcjonowani. I wcale nie jest potrzebna AGA! Sama gra, oprócz różnic w grafice, nic a nic się nie zmieniła. Zajmijmy się więc ową grafiką. Po uruchomieniu gry z dyskietek pojawia się okienko setup, za pomocą którego możemy odpowiednio skonfigurować ją. I tak - możemy zagrać w klasycznego Glooma, wersję DeLuxe, albo odpalić gierkę na (uwaga!) systemowym screenie o dowolnej rozdzielczości w okienku (pod warunkiem, że Workbench działa sobie w 256 kolorach) albo uruchomić wersję dla bardzo bogatych graczy, którzy mają do podpiętą do komputera amigową wersję I Glasses.
Po co komu odpalanie gry na screenie, bądź w okienku? Ta pierwsza opcja przyda się użytkownikom Amig, który zazwyczaj pracują w rozdzielczościach 640x480, 640x512 lub 800x600, bez zewnętrznej karty graficznej. W tym wypadku gierka owszem odpali się w zadanej rozdzielczości, choć faktyczna rozdzielczość nie będzie większa od 320x256 w 256 kolorach. Okienkowy Gloom - to gratka dla posiadaczy szybkich kart graficznych. Oprócz tego możemy wybrać jedną z predefiniowanych sekwencji rozkazów wysyłanych dla poszczególnych modemów (nie ma problemów ze stworzeniem własnej) oraz doczytać z dysku własną procedurę chunky to plannar.
Gloom DeLuxe prezentuje się także znacznie lepiej od strony graficznej. Od małego okienka, aż po 320x256. W ostatnim wypadku widok jest tak samo imponujący, jak w wypadku Dooma. Ale taki widok będą mogli zobaczyć jedynie posiadacze A4000, bądź A1200 z bardzo szybką kartą turbo. Ale jest jeszcze jedno rozwiązanie. Możemy bowiem regulować wielkość pikseli, od 1x1 poczynając, przez 2x2, a na 4x4 kończąc (dozwolone jest mieszanie tych metod wyświetlania). Zmiana taka pogarsza nieco jakość wyświetlanej grafiki, ale za to zwiększa szybkość. I jeszcze jedno - na ekranie pojawił się wreszcie karabin, który zgrabnym łukiem porusza się w czasie biegania po ciemnych korytarzach.
Czy wiecie, że Gloom kryje w sobie jeszcze jedną gierkę? Wystarczy uważnie obejrzeć sekretne przejścia, a natraficie na telewizor z napisem insert coin. Wystarczy podejść, rozegrać morderczą partyjkę w Defendera i zdobyć dodatkowe życie. Na każdym z trzech etapów znajdziemy jedną taką maszynkę do gier.
Gloom DeLuxe to naprawdę udana gierka. Łączy w sobie wszystko, co dobre w tego typu wyżynankach - nerwową akcję, dobrze opracowaną grafikę i dźwięk. Brakuje tu tylko jednego - jakiegoś edytorka do poziomów - a Gloom stałby się równie nieśmiertelną grą, jako i Doom. Amiga dorobiła się Dooma z prawdziwego zdarzenia.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Gloom luksusowy.