Mag!!!

Mag!!!
Producent i rok wydania:
Greenwood Entertainment 1996
Platforma:
Amiga
Porady:
Pobierz grę
(3.898 MB)

Ocena: ( 0 / 10 )
12345678910

Głosów: 0 Pobrano: 10 razy.

Zaloguj się, aby ocenić grę!
Nie masz konta? załóż je!

Recenzja - Magazyn!!!

Magazyn!!!

MAG!!!Być naczelnym to prościzna. No, bo co taki człowiek może mieć do roboty? Posiedzi parę godzin w redakcji, wypije kilka piw, przeczyta jakiś tekst... Ale tak naprawdę, to nie chciałbym być w jego skórze. Musi dbać o jakość tekstów, pilnować autorów, by coś napisali, zadbać o dochodowość pisma, załatwiać materiały, kontaktować się z dystrybutorami...

Kim chciałbym zostać?
Pytanie to nie ma sensu, kwestia została już rozwiązana. Zostałem dyrektorem wydawnictwa, a zarazem redaktorem naczelnym wydawanego pisma.
Najpierw musiałem zdecydować kogo przyjąć do redakcji. Na liście były dwa rodzaje chętnych: redaktorzy, biorący kasę co miesiąc, i współpracownicy, opłacani od wydrukowanej strony tekstów. Ustaliłem jeszcze dane dotyczące mojego magazynu (tytuł, okładka, layout) i rozpoczęła się moja kariera. Zostałem naczelnym.

MAG!!!

Dostałem niebrzydki pokoik, w którym od razu zrobiłem artystyczny bałagan. Później postanowiłem pobawić się telefonem. Dostrzegłem na biurku spis numerów, niestety żaden z nich nie był do party line. Okazało się, że są to telefony do rozmaitych firm. Z ciekawości wykręciłem jeden z nich i po krótkiej rozmowie uzyskałem wyłączność na opisanie pewnej gry. Chwilę się zastanowiłem. Coś długo trzeba będzie czekać na ten konkretny program. A może ktoś już coś przysłał do opisania? Zajrzałem do odpowiedniej przegródki i rzeczywiście, leżały tam jakieś gierki. No, ale sam ich opisywać nie będę. Przypomniałem sobie, że już kogoś zatrudniłem i przeszedłem do pokoju redaktorów. Czterech gostków siedziało i paląc papierosy rżnęło z pasją w Tetrisa. Widząc mnie rzucili pety na ziemię, oderwali patrzałki od ekranu i mruknęli „Dobry, szefie". Spojrzałem na nadesłane gierki - e, zręcznościówki. Popatrzyłem po zebranych i wyłuskałem spośród nich znawcę tego gatunku. Jako że tylko on znał się na grach zręcznościowych, dałem mu do opisu wszystkie. Zaczął się burzyć, że to za dużo jak na jeden miesiąc, że są jakieś limity. Uciszyłem go i przydzieliłem robotę pozostałym. Kolega z ponurą miną dostał rubrykę z użytkami, ten o nadwymiarowych uszach zajął się odbieraniem telefonów. Ostatni będzie odpowiadał za opublikowanie w numerze ankiety i opracowanie jej wyników.

MAG!!!

Tymczasem poprowadzi rozmowy z wydawcami na temat nowych gierek. Psia robota, ale ktoś to musi robić. Popatrzyłem po zmartwionych twarzach, a że jestem człowiekiem o gołębim sercu, wyszedłem. Nie można zbytnio żałować swych podwładnych. Sekretarz redakcji, w osobie młodziutkiej laseczki, od razu podniosła mnie na duchu. Gdy więc już mnie na tym duchu podniosła i oboje z powrotem ubraliśmy się, zająłem się sprawami pisma. Z pomocą tej miłej paniusi ustaliłem warunki prenumeraty, zmieniłem ceny reklam i dokooptowałem nowych współpracowników. Tym razem wziąłem paru znawców od różnych rodzajów gier. Przy okazji wyszło na jaw, że współpracownicy są relatywnie tańsi od etatowych redaktorów (chodzi o ich wypłaty) z tym, że nie mogą wykonywać niektórych czynności, jak obsługa hotlineu czy kontakty z wydawcami. Trudno, w każdym razie teksty pisać mogą, a to jest najważniejsze.

Tak upłynął mi pierwszy dzień w nowym miejscu pracy. Przekonałem się, że nawet będąc naczelnym można ciężko pracować.  Zmęczyłem się tak bardzo, że na resztę miesiąca wziąłem sobie urlop (płatny, oczywiście). Zabrałem naszą piękną sekretarz i pojechałem na Karaiby -wycieczkę szczęśliwie zafundował jeden z wydawców gier, ceniący niezależną prasę.

Miesiąc później
Ten miesiąc rozpoczął się dla mnie mniej szczęśliwie. Gdy wróciłem z wakacji, rozpętało się piekło. Nie rozumiem o co chodzi, w końcu człowiek jest omylny. Okazało się, że zapomniałem ustalić parę szczegółów, takich jak nakład i cena naszego pisemka. Nikt poza mną nie miał ku temu uprawnień i nasz miesięcznik nie ukazał się. Dzięki temu pracownicy nie otrzymali pensji. Podobno najbardziej wkurzeni byli ogłoszeniodawcy. Nie wiem dokładnie, bo zrobiłem zapasy żywności i zadekowałem się w swoim gabinecie z Zosią (wiecie, panią sekretarz). Po kilku dniach, gdy burza ucichła, mogłem się w końcu zająć sprawami gazety. Otworzyłem zapisy dotyczące finansów i ustaliłem cenę MAG!!!pojedynczego egzemplarza pisma. Ta proponowana wydała mi się nieco przesadzona, zjechałem więc o półtorej marki w dół. Nakład po krótkim namyśle ustaliłem na 12 tysięcy (jak się sprzeda, to się powiększy). Wpadłem też na nowy pomysł - numery specjalne. Nie wiem, co prawda, kto będzie nad nimi pracował, ale... zaraz, przecież zatrudniłem nowych ludzi! Przeszedłem na drugą stronę korytarza i wszedłem do pokoju redaktorów. Wszyscy patrzyli na mnie spode łba, więc szybciutko przydzieliłem zajęcia, rozdałem nadesłane przez producentów gry i ulotniłem się. Poszedłem do działu składu i reklamy. Dotychczas myślałem, że to my mamy przyjmować ogłoszenia, a tu trzeba reklamować również własne pismo. Zamówiłem plakaty do rozwieszenia na mieście i krótkie zajawki w lokalnym radiu. Na więcej trochę szkoda funduszy.

A propos funduszy, sprawdziłem stan konta i przeszedł mnie dreszcz. To niewiarygodne, ile ci pracownicy nas kosztują!. Czym prędzej wskoczyłem do taksówki (przecież nie będę wypalał prywatnego paliwa) i pognałem do banku. Kredyt - to jedyne wyjście. Gdy urzędnik bankowy obliczył, jakie będą odsetki, gały wyskoczyły mi na pół metra przed czaszkę. „Zdzierstwo!" zakrzyknąłem, ale przyjąłem zaproponowane warunki. Wiedziałem, że w innym banku kredytu mi nie udzielą. Wróciłem do wydawnictwa, tam czekała kolejna przykra wiadomość. Jeden z moich pracowników poszedł na miesiąc do ciupy za urządzanie orgii w miejscu publicznym. Jak to dobrze, że nie trafiło na mnie...

Miesiąc zakończył się zebraniem redakcji. Prawie jednogłośnie (tylko ja byłem przeciw) ustaliliśmy nową skalę ocen dla gier. Co miesiąc będziemy też wybierać grę miesiąca.
Jakby nie dosyć zmartwień, okazało się, że Zocha jest w ciąży. Jestem jednym z dwunastu potencjalnych ojców.

Jeszcze jeden miesiąc później
No, sprawy zaczynają się układać. Pismo sprzedało się w niemal 90%, reklamodawców przybyło. Chłopaki też się nieźle wywiązali ze swych zadań, każdy opisał przeznaczoną dla niego porcję gier. Z tej okazji zamówiłem dla wszystkich premię - roczną prenumeratę Playboya. Zocha była jedyną, której nie podobała się nagroda.
Aha, jeszcze jedno. Ustaliliśmy, kto zostanie ojcem dziecka. W tym celu ciągnęliśmy zapałki. Tę ułamaną trafił Stefan. Protestował, może nawet słusznie, bo był jedynym spośród nas, który z Zosią nie spał, ale przecież wybraliśmy go demokratycznie...

MAG!!!

Posłowie
W ten oto, w miarę prosty, sposób postarałem się przedstawić opcje gry i kolejne czynności, jakie w ciągu każdego miesiąca należy wykonać. Teraz kilka wrażeń ogólnych. Podczas rozgrywki można podziwiać wspaniałą grafikę w stylu gier Der Reeder i Biing. Wszystko narysowane perfekcyjnie, z mnóstwem detali. Animacji prawie nie ma, z wyjątkiem kolegiów redakcji.

W grze wręcz powalił mnie realizm. Akcja toczy się w latach 1986-1995 i uwzględnione są wszystkie większe firmy i większość ważniejszych gier. Z tablicy ogłoszeń możemy uzyskać informacje o rozmaitych wydarzeniach ze świata komputerów (bankructwo Sinclaira, pojawianie się nowych konsol itd). Jeżeli wystartujesz np. w roku 1986, to gier na szesnastobitowce będzie mało i trzeba się ukierunkować na tytuły dla „ósemek". Większość danych (na przykład nazwiska redaktorów) można zmienić za pomocą załączonego edytora.

MAG! jest rewelacyjna i jeżeli lubisz gry handlowe, to musisz w nią zagrać. Szkoda że gra jest w języku niemieckim. Z drugiej strony - ja nie znam tego języka i grało mi się bardzo przyjemnie.

Autor: MPEK
Ocena: 12345 (0) | Głosów: 0 | Odsłon: 538
2010-11-12 15:18:37
Zaloguj się, aby ocenić recenzję!
Nie masz konta? załóż je!

Komentarze

Brak!
Strona:

Dodaj komentarz

Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Magazyn!!!.

Zaloguj się, aby dodać swój komentarz!
Nie masz konta? załóż je!
:. Copyright by Stare.e-gry.net .: