Efekty pracy grupy Internal Byte Systems możemy podziwiać niezwykle rzadko, a to z powodu, wydaje mi się, zbyt dużej zachłanności grafików, którzy w każdym nowym produkcie widzą szansę pokazania „malarskiego" talentu, najlepiej na drodze użycia jak największej liczby kolorów. Żółte z czerwonym oblane zielonym pływa w granatowym. Tytuł gry też w jakiś sposób się wyróżnia.
Zadaniem tytułowej postaci jest wkulanie złemu czarownikowi, który tradycyjnie czeka na samym końcu wędrówki (blisko 100 poziomów). Marvin, chłop na 20 pikseli (prawie!), najwidoczniej do tego zadania został wyznaczony przypadkowo, bo na początku nic nie rozumie. Na szczęście, pewien zaprzyjaźniony profesor podpowiada mu, co powinien robić, czego unikać, co zbierać a nawet, jak machać dżojulą. Zgubić się jest niezwykle trudno, ponieważ każdy etap rozciąga się tylko w poziomie (brak scrollingu góra-dół), a samo wyjście umiejscowione jest zawsze na samym końcu (w prawo).
Gra, muszę z przykrością przyznać, jest nużąca. Ogranicza się do precyzyjnych skoków na platformy albo na głowy przeciwników. Szkoda, że twórcy gry nie pokusili się o okraszenie zabawy elementami logicznymi, tak jak to uczynili dwa lata temu w Nebulusie.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Marvin!.