Kiedyś były takie bajki o pewnym przygłupim, ale silnym marynarzu. Miał on ukochaną (straszna chudzina, swoją drogą) o imieniu Daisy. Jednak pech chciał, że ową tyczką interesował się także taki grubas z brodą (imienia nie pamiętam). Na szczęście Popeye zawsze miał przy sobie szpinak (w puszkach), który wcinał i stawał się wtedy silniejszy, dzięki czemu dawał radę pobic grubasa. W bajce czasem występował taki tchórzliwy tłuścioch, który cały czas wcinał hamburgery (taki typowy Amerykanin). Jego jednak w grze nie było. Zamiast niego wprowadzono papugę. Kontakt z brodzaczem czy papugą oznaczał śmierc Popey'a (a przynajmniej utratę przytomności, co dawało zresztą taki sam skutek). Do 'ocucenia się' potrzebna była puszka szpi- naku. Dlatego generalnie opłaca się unikac obu tych postaci. Co było celem gry, to nie mam pojęcia (może zebranie kilku serc i wejście do domu Daisy?). Jednak serca były w ograniczonej ilości i dlatego lepiej nie marnowac ich na całowanie się z Daisy (2 serca na to wystarczyły). Można było czasem trafic na dośc nietypowe znaleziska (UFO, wiedźma, smok - właśnie, smok był najgorszy, bo ział zabójczym ogniem, czym zagradzał drogę do szpinaku/klucza/serca). Tak w ogóle to fajna gierka to była. Wracając na chwilę do brodacza i papugi - w jednym miejscu można było wejśc za budynek i połazic za nim i w ten sposób uciec przed nimi, a jeśli miało się pecha, to (bardzo rzadko) jedno z nich właziło za bufynek i 'zabijało' Popeye'a.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji O dzielnym marynarzu Popeye'u.