PROJECT BATTLEFIELD to polskie przedsięwzięcie mające na celu udowodnienie, "iż Polacy nie Apogee, swego Wolfa mają". Zwarty team zrobił kawał udanej i potrzebnej roboty, za co należą im się laury. Ważne jest nie to, że próbowali podrobić Wolfensteina (bo wcale tak to nie wygląda), tylko zrobili coś zupełnie nowego, z nowymi pomysłami i własnym charakterem. I tak trzeba postrzegać ten program. Jeśli wpadniemy w manię porównawczo-prześladowczą, nie dojdziemy do żadnych pozytywnych wniosków. Przejdźmy do samej gry...
Akcja rozgrywa się w przyszłości, a Ty wcielasz się w najnowszy model robota z wbudowaną sztuczną inteligencją, używającego nowego rodzaju energii. Jako optymalny obiekt szturmowy, przeznaczony zostałeś do najniebezpieczniejszych zadań. Na początku czekają szaleni terroryści, potem dopiero zaczynają się schody...
PROJECT BATTLEFIELD przystosowany został do wszystkich modeli Amigi, a dla usprawnienia działania gry dostępnych jest kilka opcji, takich jak zmiana wielkości ekranu, włączone/wyłączone cieniowanie, obecność muzyki bądź efektów specjalnych. Po wciśnięciu czerwonego klawisza przy obrazku bramy, rozpoczyna się gra. A tu wiele niespodzianek. Przede wszystkim wszystko przesuwa się całkiem płynnie, nawet na zwykłej „pięćsetce" z 1 MB RAM-u. Oczywiście nie jest to zawrotna prędkość i zapierająca dech w piersiach grafika, ale wystarczy pograć kilka minut, przyzwyczaić się do nieco nowego sposobu poruszania się i zupełnie inaczej patrzy się na tę grę. A co do przyzwyczajania się, to jest tego trochę. Najpierw chodzenie robotem wydaje się niezdarne, ale to kwestia wprawy. W końcu robot, to nie młody, rześki Blazkowitch, tylko ciężka maszyna -zatem przesuwa się mniej precyzyjnie. Ciekawą nowością jest zaklinowanie się - jeśli podejdziesz zbyt blisko wroga, to w wirze walki może zaciąć Ci się broń, a połączenia hydrauliczne odmówić posłuszeństwa. Mile zaskoczył mnie (w przeciwieństwie do robota...) fakt, iż zniszczenie maszyny ma wpływ na funkcjonowanie. Zatem, kiedy zostało niewiele punktów wytrzymałości, czasami może odmówić posłuszeństwa układ celowniczy, pamięć, czy inne ważne elementy robota. A nie, jak w uwielbianym i niby doskonałym DOOM-ie - gościu z 2 procentami życia potrafi bez problemów precyzyjnie zestrzelić demona z odległości 100 metrów trzymając kilkudziesięciokilowe działo laserowe...
Co jeszcze w PROJECT...? Stałe przedmioty, czyli teleporty, karty identyfikacyjne, amunicja i bronie. Mi udało się dorwać drugą w hierarchii armatę i już była różnica w celności (bo ta standardowa może doprowadzić do apopleksji).
Omówię może sztukę przeżycia, bo w tego typu grach jest to niewątpliwie istotne. W odróżnieniu od wiadomo czego w PROJECT... nie wystarczy wbiec do sali i rozstrzelać wszystkich hitlerowców, świnie i córki karczmarzy. Tutaj potrzeba więcej finezji i ostrożności. Mianowicie, oprócz ludzi po komnatach poruszają się inne roboty, pola energetyczne, zdalnie sterowane kule pod wysokim napięciem i inne ciekawostki, które trudno trafić, bądź w ogóle nie dają się zniszczyć. Kontakt z nimi kończy się zwykle dość nieprzyjemnie. Jedyne co mogę poradzić, to uważać na nie. Jeśli chodzi o ludzi i wszystkie inne wrogie obiekty skłonne do zniszczeń, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Najlepiej strzelać do nich z daleka, nawet jeśli wydaje się to być beznadziejne. Ponadto polecam korzystać z naturalnej ochrony - drzwi. Należy podejść do takowych, poczekać aż automatycznie się otworzą i wystrzelić soczystą serię w zaskoczonych wrogów. Zanim się ockną, drzwi się zamkną przed nimi, a Ty ponownie będziesz mógł bezpiecznie wywalić w nich bezlitosną serię. Dobrym sposobem, który skutkował było połączenie strzału z nagłym cofnięciem się do tyłu, bądź schowaniem się za rogiem. Najgorsze co może być to „bieg na przełaj".
W każdym razie na Amidze. I choć jej „złote lata" już przeminęły, podobnie jak gry na dyskietkach 3,5-calowych, to od czegoś trzeba zacząć. Miejmy nadzieję, że polskie firmy nie poprzestaną na tak dobrych grach i będą stale się rozwijać. Może wtedy dojdziemy i do kompaktów...
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Projekt "Pole Bitwy".