Są gry, które potrafią zadziwić niespotykanym pomysłem. Z pewnością zaliczyć można do nich Ramparta. Bo dziwne wydaje się podbijanie obcych ziem przez armię, która rozpaczliwie broni się w zamku przed najazdami z morza.

Mimo armii, zamków i najazdów nie jest to gra strategiczna. Owszem musimy wznosić zamki, owszem musimy rozmieszczać działa, owszem dążymy do zniszczenia wroga, ale jedyna licząca się wartość podczas to refleks i szybkość. Wszystko bowiem rozgrywa się na czas.
Grę podzielono na dwie części:
Niezależnie czy wybierzemy typ pierwszy czy drugi każda z rozgrywek składa się z kilku części. Mamy na nie określoną ilość czasu. Najpierw wybieramy więc pole bitwy, potem zamek, z którego będziemy prowadzić ostrzał, a następnie rozstawiamy armaty. Teraz następuje krótka, acz intensywna walka artyleryjska i przystępujemy do odbudowy zgliszcz.
Zabawa polega na tym, by w określonym czasie z klocków różnego kształtu zbudować mur obronny otaczający dokładnie posiadaną wieżę. Po każdej turze naliczane są punkty podsumowujące nasze dokonania (ostateczny wynik umieszczany jest na tablicy HIGH SCORE-ów. o ile na to zasłużyliśmy).
Ponieważ wszystko odbywa się na czas, zabawa jest mocno męcząca i stresująca, tym bardziej, że nie ma sposobu na jej spauzowanie czy zapisanie na dysku. Nie przeszkadza to jednak w nazwaniu Ramparta jedną z najbardziej wyżywczych zręcznościówek, w jakie grałem.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Rampart.