Główną postacią w Sixth Sense Investigation jest niejaki Frank Easyfire - osobnik, który stanowczo naoglądał się zbyt dużo filmów z Humphreyem Bogartem, zakładając w rezultacie - do spółki ze swym kumplem Benem - agencję detektywistyczną. Nie byłoby w tym być może nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że pomocą sympatycznej dwójce służy duch Arthur, odznaczający się wyjątkowo rozchwianą osobowością. Owe dziwaczne trio, pomimo swego zaangażowania w pracę i ogromnego zapału, nie odnosi znaczących sukcesów. Wszystko chyli się praktycznie ku upadkowi, do momentu, kiedy bohaterowie wplątują się w sprawę, która posyła ich na wędrówkę po niezwykłych, obcych światach.
Już na pierwszy rzut oka widać w Sixth Sense Investigations nawiązania do dawnych produkcji Lucas Arts. Poczynając od stylu graficznego imitującego Day of the Tentacle, a kończąc na interfejsie użytkownika, składającego się z listy poleceń, które, w celu wykonania czynności, łączy się kliknięciem myszy z przedmiotem na ekranie. Również inwentarz jako żywo przypomina graficzny sposób prezentacji przedmiotów w takich przebojach, jak Monkey Island II, czy Fate of Atlantis. Pod względem konwencji Sixth Sense Investigations przywodzi na myśl wspomniane już Day of the Tentacle, przede wszystkim ze względu na motyw podróży po różnych dziwnych światach, jak Toontown, czy kraina robotów. W obu grach występuje również podobna możliwość naprzemiennego grania więcej niż jedną postacią jednocześnie.
Lista programów, z których autorzy tej gry zaczerpnęli swe pomysły jest długa Na szczęście przezabawny scenanusz, śmieszne gagi i jajcarskie postaci, sypiące na lewo i prawo dowcipnymi tekstami sprawiają, że grając w Sixth Sense Investigations, nie czujesz się jakbyś miał przed sobą zwykłą "kalkę". Również pod względem technicznym, programiści nie tylko ściągnęli pomysł obsługi, ale także go usprawnili.
Ci, którzy nie lubią wysilać swych szarych komórek, z miejsca mogą zapomnieć o graniu w Sixth Sense Investigation. Zagadki w grze nawet największym wyjadaczom wykradną z życiorysu minimum kilkanaście godzin, choć przeciętnie uzdolnieni w rozgryzaniu tego typu gier, spędzą przy komputerze znacznie więcej czasu. Rozwikłanie tajemnicy jest tym trudniejsze, że autorzy pozostawili masę fałszywych śladów, a nawet przedmiotów, które pomimo tego, że opisane równie szczegółowo jak te istotne dla przebiegu gry, nie mają nań najmniejszego wpływu.
Oprawa graficzna Sixth Sense Investigation należy do tych, które jednym podobają się bardzo, inni natomiast nie pozostawiają na niej ostatniej suchej nitki. Z jednej strony grafika sprawia wrażenie dziecinnej i niedopracowanej, jednak z drugiej odjazdowe animacje i jajcarskie scenerie, zdecydowanie podnoszą walory estetyczne gry. Brawa należą się za wykreowanie samej postaci ducha, która za każdym razem, gdy się pojawia, nosi inne wdzianko (moje ulubione to strój ze Star Trek). Dźwięk natomiast wzbudza zdecydowanie mniej emocji i osobiście określiłbym go raczej jako przeciętny, choć i tu zdania mogą być podzielone.
Cóż, nie jest to z pewnością gejzer świeżych pomysłów, jednak gwarantuję, że każdy szanujący się miłośnik przygodówek, nie będzie uważał czasu spędzonego z Sixth Sense Investigations za zmarnowany. Jeśli lubisz pokręcony humor rodem z kreskówek z Cartoon Network, a główkowanie nie jest Twoją piętą Achillesa, bez wahania powinieneś wypróbować tę grę. Osobiście nie ubawiłem się podobnie od czasów Monkey Island i Innocent Until Caught.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Szósty zmysł.