Wśród starych gier próżno szukać dobrego tytułu traktującego o zamaskowanych robotach. Niedaj że tego typu pozycji jest jak na lekarstwo to jak już się takowa trafi jest przeciętna lub słaba. Ta nie jest wyjątkiem od tej reguły niestety. Ale do rzeczy. Grę można zaliczyć do gatunku platformówek tyle tylko że tu możemy wracać do wcześniej odwiedzonych miejsc a nie tak jak np. w Super Mario gdzie brniemy cały czas do przodu. Początek wygląda obiecująco w tle przygrywa muzyczka "Transformers: Robots in disguise" motyw znany z bajki. Do dyspozycji mamy pięć transformerów: Optimus Prime (przywódca), Bumblebee, Jazz, Hound, Mirage co też należy zaliczyć in plus. Każdy charakteryzuje się innymi parametrami tj. moc ognia, siła i tarcza. Najlepsze parametry ma oczywiście nasz lider czyli Optimus Prime. Za to Bumblebee dzięki małym rozmiarom świetnie nadaje się na zwiadowcę. W grze chodzi o to aby zebrać porozrzucane po planszy części, które składają sie na logo autobotów. Kiedy znajdziemy takową część przynosimy ją do bazy symbolizowaną przez duży zielony kwadrat. Po ułożeniu całego logo zaliczamy poziom. W zadaniu tym będą nam przeszkadzać Decepticon'y czyli zła rasa transformerów. W postaci robota możemy strzelać i latać. Latanie jest najbardziej irytującą rzeczą w grze. Każdy kontakt z krawędzią platformy z której elementów zbudowana jest plansza kończy się dla nas katastrofą. Czesto też możemy zaliczyć tkz. twarde lądowanie dające ten sam efekt. Totalnym kuriozum są "za mali przeciwnicy" przez co nie można ich trafić albo ta nasza niby tarcza, która powoduje śmierć naszych oponentów w przypadku kiedy na nas "wejdą". Nie musimy nawet do nich strzelać !. Dziwnia sprawa. Gra jest trudna i to nie jest wcale jej zaletą. Fani a raczej fanatycy Prime'a i spółki mogą zdzierżyc pewne jej minusy reszta raczej nie.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Transformery..