Z okazji mojego nowego zakupu jakim jest magnetofon dwukasetowy marki Sony taka mnie nostalgiczna wspominka naszła -> Format MP3 w latach 90tych.
Takie małe przypomnienie przeszłości i wiedza dla tych którzy dorastali już w czasach Internetu i może ich zainteresować jak to było wcześniej.
Podobnie jak JPG był formatem bardzo stratnym lecz akceptowalnym dla obrazów tak mp3 przeważnie w jakości 128 kbps było w owym czasie akceptowalne dla muzyki i dźwięku. Mówiło się wtedy ,że 128 to jakość porównywalna z CD – co było de-facto bzdurą bo minimum przyzwoitej jakości było 192 kbps ale darmowe kodeki dawały bardzo ograniczone możliwości kompresji. To w takim razie dlaczego MP3? A nie klasyczny windowsowski WAVE? Powód bardzo prosty- przestrzeń dyskowa. Przypomnijmy: w czasach windowsa 95/98 dyski HD były rozmiarów rzędu ok. 2 GB. Ja osobiście pierwszego PCta opartego o Celerona 433 miałem już wyposażonego w niesamowicie duży dysk 13 GB w dodatku dość szybko uległ awarii i wymieniono mi go na 20GB ale to był już rok 1999. Mimo wszystko w tamtym czasie wydawało mi się ,że nie dam rady go zapełnić. Win98 zajmował kilkaset MB a te większe gry przeważnie 500-700 MB. No i muzyka: 1minuta mp3 = 1 Mb danych czyli przeliczając na takim 20 GB dysku mogłem pomieścić prawie 20 tysięcy minut muzyki!!!!!! Co dawało 5000 – 4 minutowych kawałków!! WOW!!! Dla porównania plików PCM (Wave) było by tylko około 500 sztuk.
Ale zaraz zaraz .. skąd mp3 w czasach przedinternetowych??? Było kilka ciekawych źródeł.
Pierwszym było korzystając z CD-Romu zgranie posiadanych CD z muzyką na format WAVE na PC i prze-kompresowanie ich na mp3. Dzisiaj każdy program oferuje zapis pliku w kilku formatach lecz w dawnych czasach używało się specjalnych i dość mocno ograniczonych kompresorów. Jak już miało się płyty zgrane to można było wymontować dysk HD i polecieć do jednego z kumpli ,żeby się powymieniać.
Drugą metodą był Internet – czyli albo kafejki internetowe albo modem – ale to już przed końcem millenium. Była to metoda bardzo ale to bardzo słaba!!!! Na modemie jedna 3minutowa mp3 ściągała się przy pełnej prędkości ponad 15 minut. Ale mało kiedy udawało się ją ściągać z pełną prędkością bo używało się takich serwisów jak AudioGalaxy ( nawet nie było jeszcze e-mula ,że o SoulSeeku nie wspomnę ) . A impulsy były drogie. Z kolei kafejki były przepełnione a sieć w nich przeciążona. Był także jeszcze jeden problem – przeniesienie takiej ściągniętej mp3 w kafejce do domu - nie było pendrive-ów ani dysków zewnętrznych i używało się dyskietek. Taką jedną mp3 trzeba było spakować i podzielić na pliki o wielkości 1,44MB. Fajnie jak potem żadna dyskietka nie nawaliła…. Naprawdę super ;)
Kolejną metoda pozyskiwania były gotowe mp3 zamieszczone na CD z różnych gazet np. TechnoParty.
Dwie pierwsze metody sprawiały ,że mieliśmy mp3 które lubiliśmy i dobrze znaliśmy – kopia tego co mieli koledzy i my sami na CD. Lecz był jeszcze trzeci sposób który najbardziej przypomina obecny „downloading”. To słuchanie muzyki z zagranicznych radiostacji całe noce na słuchawkach i w odpowiednim momencie naciśnięcie tego przycisku download ze zdjęcia ;). O ile nie było w domach jeszcze Internetu o tyle były już telewizje kablowe które oprócz TV dawały całą gamę radiostacji z europy. Takie stacje jak Radio One z Anglii czy Sputnik z Niemiec nieraz dawały mi muzykę typu Drum n bass , progressive techno , Trance – czego nie można było kupić ani w sklepie ani nagrać z VIVy. Zresztą nie tylko zagraniczne radiostacje dawały ciekawy towar, również nasza rodzima Trójka potrafiła zaskoczyć materiałem muzycznym wcześniej nieznanym. I tak noc za nocą kaseta za kasetą nagrywało się i wybierało co najlepsze aby potem przenieść to na PCta. Czasami po prostu włączało się nagrywanie przed snem a następnego dnia przesłuchiwało się na walkmanie w drodze do szkoły. Smutno było jak kaseta kończyła nagrywanie kiedy akurat zaczynała się najlepsza muzyka – dlatego lepiej było słuchać całe noce. Ale kaseta to nie mp3.. te dane trzeba było jakość przenieść. Do tego służył przewód cinch – Jack lub Jack – Jack w zależności od rodzaju magnetofonu. Do tego potrzebny był jeszcze program typu Sound Forge , WaveLab czy nawet oprogramowanie od Soundblastera które dawało możliwość zgrywania na WAVE. Całą kasetę zgrywało się w jednym ciągu by potem podzielić na konkretne kawałki lub fragmenty. Ile się zgrywało taką kasetę? Dokładnie tyle ile trwała – nie było czegoś takiego jak prędkość x4 bo przesyłaliśmy sygnał analogowy by zapisać go cyfrowo. I tutaj zdarzało się ,że jeśli zgrywany plik był zbyt długi i duży to brakowało pamięci RAM by go zapisać na dysku – taki psikus ;) . Co dalej? Dalej można było oczyścić z typowych dla kasety magnetofonowej szumów a z pomocą do tego przychodziły specjalne pluginy VST. Jednym z nich można było „zgrać” fragment szumu np. z początku taśmy i odjąć go od całości – tracąc przy tym trochę na jakości z muzyki ( szum ma to do siebie ,że jest na całym paśmie częstotliwości. )
Tak właśnie wyglądały źródła zasobów mp3 na przestrzeni lat 1995/2000 a mimo to – dyski HD były ich pełne jeszcze przed czasem E-Mula i SoulSeeka .