Ocena: ( 9.6 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 5 Pobrano: 126 razy.
Wszystko zaczęto się wtedy, gdy wracałem z imienin Joanny do domu. Gorący dzień miał się ku zachodowi. Nie pamiętam już, czemu wpadł mi do głowy pomysł, aby przewietrzyć się w lunaparku.
Gdy przekroczyłem jego bramę, moją uwagę zwrócił rozłożysty pawilon, stojący przy bocznej drodze, opodal głównej alei. Nad jego wejściem widniał tajemniczy napis GABINET ZWIERCIADEŁ CZASOWYCH.
Niewiele ludzi przechodziło tędy. Do pawilonu nie wchodził nikt. Przez przekorę postanowiłem tam zajrzeć. Po chwili szedłem labiryntem słabo oświetlonych, zwierciadlanych korytarzy. Nagle olśniło mnie znienacka kilka silnych błysków błękitnego światła, zwielokrotnionych odbiciem luster. Zakręciło mi się w głowie i straciłem przytomność... ... Kiedy otworzyłem oczy leżałem na dziwnej leżance. Białe ściany, potoki białego, fluoryzującego światła z sufitu. Białe fartuchy pielęgniarek i lekarek. Przez uchylone drzwi dojrzałem rosłą wartowniczkę.
Same kobiety, czyżby na świecie zabrakło chłopów? Okazało się szybko, że właśnie zabrakło! Za sprawą luster zostałem przeniesiony w rok 2044. Wielka Wojna Atomowa pozostawiła nieodwracalne zmiany genetyczne. Mężczyźni przestali przychodzić na świat. Rodziły się same kobiety. W tym gigantycznym babińcu trzeba było rozwiązać problem kontynuacji ludzkiego gatunku bez udziału mężczyzn. Więc uczone kobiety wymyśliły taki system i nazwały go partenogenezą. Jakby tego było mało, zaprowadziły w tym dziwnym świecie ustrój z lamusa historii. Na czele babskiego imperium stanął Komitet Centralny z przewodniczącą, towarzyszką Lamią Reno. Kiedy zobaczyły, że odzyskałem przytomność, wyszły wszystkie z pokoju i zaryglowały drzwi. Wtedy zrozumiałem, że muszę to wszystko przestawić z głowy na nogi...
Najpierw trzeba wydostać się z izolatki. Jeszcze przed tym należy "zatankować" regeneracyjną zupkę. Stoi w talerzu, obok którego leży jabłko. Jabłko bierzemy do kieszeni na potem. Poczułem się od razu silniejszy i próbowałem wyważyć drzwi. Okazały się silniejsze ode mnie. Zdenerwowany sięgnąłem odruchowo pod materac. Nie zawiodłem się. Wyjąłem z paczki "Sporta" Kiedy go zapaliłem - rozjazgotał się alarm przeciwpożarowy. Dobra nasza, uchyliły się automatycznie drzwi.
Popędziłem korytarzem w stronę windy. Dostęp do niej blokuje jednak pole siłowe. Pomieszczenie obok windy zamknięte na głucho. Jakiś dziwny znak na drzwiach! Jeszcze jedne drzwi z napisem M. O. Słychać kobiece głosy i śmiechy. Nic tu po mnie. Popędziłem korytarzem w dół. Nowe pomieszczenie. Śmietnik. Co my tu mamy? Pojemnik na „chleb dla konia". Wyjąłem spleśniałą kanapkę. Nie o to chodzi! Dalej leży zdechła mysz. To jest to!
Biegiem pod komisariat. Wrzucam przez uchylone drzwi mysz do wnętrza. Eksplozja granatu jest niczym w porównaniu z wywołanym efektem! Teraz trzeba zabrać z szuflady biurka milicjantki nóż do papieru. Dostrzegam jeszcze jakiś wyłącznik. No, to go wyłączmy! Jaki tu wisi ładny kalendarz. Odchylam zagięty róg. Napis ASIA. Boli mnie głowa. Skąd ja znam to imię?
Teraz szybko do windy. Wyłącznik zadziałał, bo nie ma pola siłowego. Guzik od windy jednak nie działa. Otwieram pomieszczenie obok windy. W pokoiku szafka, w szafce fartuch, a w jego kieszeni oznaczony klucz magnetyczny. Na kluczu ten sam znak, co na nie dających się otworzyć drzwiach na początku drogi! Powracam tam. Próbuję otworzyć drzwi kluczem. Pełny sukces! Niepotrzebny klucz odkładam do skrytki obok drzwi. Jestem w centrum sterowania windą. Wywołuję tablicę rozdzielczą o trzech przyciskach i głośniku. Naciskam różne przyciski. Bez skutku. Próbuję nadal. Wreszcie natrafiam na właściwą kombinację. Najpierw wciskam trzy przyciski i return, potem przycisk nr 2. Głośnik ożył i kobiecy głos zapytał: "hasło?" Jakie ono może być? Nagłe olśnienie i wykrzykuję ASIA! Automat o głosie kobiety odpowiada: "winda wolna". Sam sobie nie wierząc wsiadam i wybieram piętro nr 2. Na drugim piętrze wchodzę do jakiegoś gabinetu koło windy. Kolumny, luksusy, bajery. Widać tu zasiada jakaś szycha. Na drzwiach kartka. Odczytuję: "WYSZŁAM NA BASEN, LAMIA". Na stylowym biurku drugie śniadanie. Wchłaniam je szybko. Zabieram też legitymację z sierpem i młotem na okładce. Wychodząc dostrzegam jeszcze, że w gabinecie znajduje się stemplarka. Teraz windą na poziom czwarty. Przed wejściem na basen punkt kontrolny. Wsuwam w małe okienko legitymację Lamii. Dalsza droga wolna. Podchodzę pod iluminator. W rozkołysanej wodzie pływa niczym delfin Lamia. Lamia w stroju Ewy. Trzeba przyznać bardzo zgrabna! Popływałoby się razem... ale się nie umie. Zaraz, gdzie tu są kapoki? Wchodzę do pokoju ratowniczki. Szafka jest zamknięta ale kluczyk do niej znalazłem w książce na biurku. Z szafki wyjmuję kapok. Lepiej tu zostawić legitymację, bo zamoknie.
No i pływamy razem. Lamia mnie jakby nie dostrzega. Nie dostrzega również, gdy jej zdejmuję bransoletkę magnetyczną z ręki. Idę do przebieralni. Bransoletką otwieram teczkę, z której zabieram nie podstemplowaną przepustkę na powierzchnię. Ale od czego jest stemplarka w gabinecie Lamii?
Teraz windą na poziom pierwszy. Wręczam strażniczce przepustkę, a ta rewanżuje się odblokowaniem drzwi. Wkraczam do pokoju strażniczki. Tak od razu zemdleć od pocałunku? Trzeba wiać ale z karteczką zaszyfrowanego hasła. Bez tego nie wyjdę na powierzchnię. W sejfie znajduję szyfr do kodu. Teraz już mogę nacisnąć guzik i wpisać hasło PARTENOGENEZA.
Jak paskudnie wygląda powierzchnia ziemi w noktowizorze. Czy warto tam się fatygować? No cóż, spróbuję. O rety, jak tu ciemno. Przedostaję się w prawy górny róg tej czerni. Teraz cztery kroki w dół i siedem w lewo. Rozcinam nożem brezent. Czy ja tego brezentu już gdzieś nie widziałem?
Jakaś willa. Jeden obrót klucza w zamku u drzwi i jestem w środku. Okna zakryte kotarami. Zdejmuję tarcze ze ścian. Za jedną z nich jest wyłącznik prądu w pozycji OFF. Licznik prądu mnie nie interesuje. Przełączam go na ON i nareszcie chcę rozsunąć kotary. Niestety zrobiłem zwarcie. Przypominam sobie czego robić nie wolno i reperuję drutem z łazienki bezpiecznik.
Teraz szybko do regału z książkami. Odszukuję atrapy. Odsuwam je i naciskam przycisk. Regał rusza i odsłania windę. Tym razem nie ma kłopotów z jej uruchomieniem. Dowozi mnie do CENTRUM GENETYCZNEGO. Odszukuję właściwe pomieszczenie. No to do dzieła. Odchylam wieko. Na pytanie komputera, jaki rodzaj chromosomu wprowadzić do zygoty, wiem jaka odpowiedź może uzdrowić ten dziwny świat. Tę odpowiedź zna w moim świecie każde dziecko. Wpisuję literę Y. W głośnikach milknie pieśń "Gdzie są te chłopy?", a w moim sercu rozlegają się fanfary zwycięstwa...
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Opis przejścia gry....