Oto przenosimy się w fantastyczny świat przyszłości, w którym roboty posługują się wschodnimi sztukami walki! A może nie są to roboty? W sumie trudno stwierdzić, bo choć główny bohater wygląda jak typowa kupa złomu, to z instrukcyjnej bajeczki wynika, że jest człowiekiem. Czyżby licentia poetica autorów?
Z tymi sztukami walki to też lekka przesada, bo kopnięcie i cios dłonią nie zasługują jeszcze na miano jakiejkolwiek sztuki. Rzeczywistość jest jednak taka, że nasz bohater tylko to ma na swoją obronę - a jego zadanie do krótkich i łatwych nie należy.
Znalazł się oto niespodziewanie na Marsie, wśród śmiertelnych wrogów. Musi w ich głównej bazie odnaleźć wszystkie pojemniki z radioaktywną substancją i ulokować je w odpowiednich miejscach. Oczywiście na drodze przeszkadzać mu będą dwa rodzaje nieprzyjaciół: potwory wyglądające jak pomyłki genetyczne pijanego naukowca oraz rachitycznie wyglądające roboty. Dziwne jest tylko to, że każde takie dziwo można rozwalić jednym celnym kopniakiem - albo są z wyjątkowo nietrwałych materiałów, albo też nasz bohater silą ciosu przewyższa wszystkich znanych do dzisiaj mistrzów.
Z milszych wiadomości mam tylko jedną - jeśli będziecie wytrwale wałęsać się po bazie, to może uda wam się znaleźć kartę modemu teleportacyjnego (literka „T"). Umożliwia ona korzystanie z teleporterów znajdujących się na terenie całej bazy.
Pojemniki, których szukacie, są szare, niepozorne i oznaczone cyfrą informująca, gdzie należy je zanieść. Stanowiska przeznaczone do umieszczania tych odpadów są dla odmiany bardzo widoczne, bo oznaczone „radioaktywną koniczyną".
Niebezpieczeństwo stwarzają także sufity, z których kapią przeróżne świństwa, a także młoty i świdry blokujące czasami przejścia. Nie będziecie na pewno szczęśliwi, gdy powiem wam, że miejsce każdego zabitego stworka zajmie nowy, jeśli choć na chwilę opuścicie daną komnatę.
Dźwięk i grafika niezłe. Bawcie W się dobrze.
Zobacz także:
CyberKopniak
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji CK.