Na Dragonie, czwartym z wysłanych krążowników floty imperialnej, trwały przygotowania do lądowania. Marines szybko sprawdzali rynsztunek i zajmowali swoje miejsca na lądowisku. W chwili, gdy miało zacząć się odliczanie, od powierzchni Marsa oderwały się dwa obłe błyszczące cygara. Błyskawicznie zlokalizował cel i popłynęły ku niemu w surowej pustce kosmosu. Załoga Dragona zauważyła zagrożenie, kiedy było już za późno. Przestrzeń rozerwał pomarańczowy bąbel ognia - na tyle wielki, że renegaci z Marsa nie dostrzegli odrywającej się od niego zwiadowczej sondy - na swoje nieszczęście.
John Malkovitch, zwany przez kumpli z kompanii "Cyber Kick", sprowadził sondę do lądowania, a w chwilę później postawił swoją stopę na czerwonej powierzchni Marsa. Cel był prosty, a fakt, że jest sam, nie stanowi problemu. Johny tak naprawdę kochał samotność i misje bojowe. To było wszystko, czym żył. Obejrzał bazę, do której miał się dostać i ruszył na spotkanie z przeznaczeniem...
Jest to kolejna gra platformowa nie różniąca się niczym szczególnym od pozostałych. Zadaniem John'a jest zebranie wszystkich pojemników z bioaktywną substancją i ulokowanie ich na oznaczonych stanowiskach. Na drodze do celu staną renegaci i stworzone przez nich systemy obronne. Na listwie informacyjnej znajdują się: ilość regeneracji, modem teleportacyjnym i zawartość plecaka antyradiacyjnego. Karta teleportacyjna umożliwia przemieszczanie się po terenie bazy z punktów teleportacyjnych. Zebrane pojemniki należy umieścić na odpowiednich stanowiskach.
Grę obsługuje się joystickiem: ruch w górę z wciśniętym strzałem powoduje uderzenie ręką, a samo wciśnięcie strzału powoduje kopnięcie. Przedmioty zbieramy, stając na nich i joystick w dół z wciśniętym strzałem.
Gra jest dosyć skomplikowana. Jej ukończenie nie jest takie proste. Oprawa graficzna, nie stoi na zadowalającym poziomie.
Zobacz także:
CK
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji CyberKopniak.