Dream Web zapewnia przygodę w mrocznym współczesnym świecie, gdzie pod wpływem koszmarów nasz bohater Ryan przeobraża się w zabójcę. Jego zadaniem będzie zamordowanie siedmiu ludzi, tworzących sieć snów zwaną DREAM WEB. Główny strażnik sieci poprzez sny podsyła Ryanowi sugestie dotyczące jego krwawego zadania. Po co to wszystko? Sieć została przejęta przez zło i teraz, aby ją ponownie odświeżyć musisz zlikwidować wszystkie jej węzły (siedem ofiar). W ten sposób zostanie rozerwana i na nowo złączona, ale już w czystej formie.
Cała gra jest utrzymana w tajemniczym i psychodelicznym nastroju: muzyka, grafika, akcja, dziennik Ryana, wszystko po to, byśmy mogli poczuć niesamowity klimat i zagłębić się w wymyślonym świecie. Ze względu na mocne wrażenia (brutalne sceny) i duży stopień "realizmu" specjalnie budowanego przez autorów gry, polecałbym ją przede wszystkim dorosłym odbiorcom - szczególnie miłośnicy psychologicznych-thrillerów powinni ją docenić.
Technicznie gra jest przygodówką o wątku psychologiczno-kryminalnym. Widok mamy "z góry", skąd widzimy postać naszego bohatera i aktualną lokację. Za pomocą myszy obsługujemy wszystkie komendy, jak podnoszenie, używanie, itp. Myślę, że wystarczy już tych dywagacji, resztę zobaczycie sami grając, a teraz dla tych, co chcą zagrać w grę tak, jakby czytali książkę - sposób przejścia gry.
"...ale czy to naprawdę był sen?" Niezwykle realistyczny i przerażający zarazem. Nie miałem wyboru. Musiałem wykonać to zadanie, więc wstałem i ubrałem się. Ze stolika zabrałem portfel i pożegnałem się z Eden. Wychodząc zajrzałem do mikrofalówki, jednak zamiast pizzy znalazłem tam mały, błyszczący kluczyk. Windą zjechałem na parter. W garażu nawinął mi się pod rękę klucz francuski i śrubokręt. Postanowiłem zajrzeć do domu [kod: 5106]. Wewnątrz podniosłem catridge z prowokującym napisem "Important". Odpaliłem NetWork system i przejrzałem informacje na nim zawarte [LOGONRYAN; PASSWORD: BLACK DRAGON; LIST CARTRIDGE; READ PRIVATE;EXIT].
Opuszczając mury mojej kawalerki zabrałem kubek i nóż -w końcu jako przyszły morderca muszę mieć jakąś broń. Teraz swoje kroki skierowałem do baru, który jak się okazało po rozmowie z jego szefem, BYŁ moim miejscem pracy. Na szczęście Sparky okazał się "ludzki" i odpalił mi moją zaległą pensję. Napakowany gość obok wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie życzy sobie mojego towarzystwa. Pojechałem więc do kumpla z piaskownicy - Luisa. Może on mi poradzi jak zdobyć broń? Przed jego mieszkaniem przeżyłem szok. Otóż banda nieokiełznanych bandziorów odważyła się obrobić mnie z moich jedynych Reeboków. Na dzwonek nikt nie odpowiadał, wiec wszedłem do Luisa bez zaproszenia [kod: 5238]. Jak się za chwilę okazało domownik nie mógł otworzyć, ponieważ właśnie spokojnie siedział w toalecie. Jako dobry kumpel wyjawił mi nazwisko pewnego agenta, u którego będę mógł tanio zakupić broń. Wychodząc z WC zwinąłem parę trampek leżących na podłodze. Na szafce w małym pudełku znalazłem kartę członka klubu bilardowego. Teraz udałem się do hali bilardowej, gdzie odnalazłem pokój Mr. Silvermana [kod:5222]. Po krótkiej rozmowie zapłaciłem i stałem się właścicielem wspaniałego guna.
Mając wszystko, co niezbędne do wykonania zadania, znalazłem się w hotelu. Po załatwieniu formalności dotyczących wynajęcia pokoju otrzymałem kartę-klucz, której użyłem w windzie. Na piętrze wyjątkowo zainteresowałem się punktem przeciwpożarowym, z którego wydobyłem siekierę. Po powrocie do windy otworzyłem nożem panel kontrolny i przeciąłem zielony kabelek. Chcąc odpocząć oparłem się o dźwignię i otworzyłem wyjście na dach. Postanowiłem z tego skorzystać. Na kolejnym piętrze do otwarcia drzwi posłużyła mi siekiera. Wszedłem do apartamentu a tam... niespodzianka. Dwóch uzbrojonych po zęby drabów. Nie zastanawiając się ani chwili wbiłem toporek w gorący i miękki mózg jednego z nich, drugiego potraktowałem pistoletem. Udałem się do następnego apartamentu, gdzie właśnie mój pacjent korzystał z życia najlepiej, jak tylko można. Panienka lekkich obyczajów wykazała się wspaniałym refleksem i już za chwilę siedziała pod łóżkiem, inaczej było z jej klientem, który zdążył tylko okryć to, co miał najcenniejszego. Nie czekałem - nacisnąłem spust, krew zachlapała tapetę na ścianach.
Zostałem przeniesiony do Dreamweb. Po rozmowie z mnichem udałem się mrocznym korytarzem i na jednych z kamiennych drzwi położyłem swe dłonie. W kolejnym pomieszczeniu przydał się wreszcie złoty kluczyk znaleziony w mikrofalówce. Coś strzeliło, coś łupnęło i z powrotem byłem w mieście. Udałem się do mieszkania i w NetWork przeczytałem, co się wydarzyło w czasie mojej nieobecności [LIST; LIST NEWSNET; READ TVSPECIAL; EXIT]. Po tej dozie informacji postanowiłem zwiedzić studio telewizyjne. Wejście tarasowały ciężarówki, więc udałem się na tyły budynku. Strażnik okazał się strasznym służbistą, więc nawet nie mrugnąłem widząc jedno z jego oczu spływające po ścianie po celnym strzale w jego głowę. Teraz wystarczyło przez rozbitą szybę sięgnąć do panelu sterowania, aby droga do studia stanęła otworem. Zaraz po wejściu znalazłem pod gazetą klucz-przepustkę, który się przydał przy otworzeniu drzwi do pokoju obok. Będąc w owym pomieszczeniu otworzyłem śrubokrętem metalową puszkę i wydobyłem z niej zielony bezpiecznik. Rozejrzałem się trochę po studiu i odnalazłem drabinę prowadzącą bezpośrednio na plan. Gdy już tam byłem, zamieniłem czerwony bezpiecznik z panelu sterowniczego ze znalezionym wcześniej. Teraz nacisnąłem odpowiedni przycisk i... Nigdy nie zapomnę odgłosu miażdżonych tkanek mięśni ludzkich i wyciskanej z tętnic krwi.
Nie było dla mnie zaskoczeniem, kiedy ponownie znalazłem się w Dreamweb. Tam po otrzymaniu wskazówek o kolejnej ofierze opuściłem towarzystwo druidów. Zgodnie z poleceniem zaopatrzyłem się w kryształ, który był na końcu korytarza. Odnalazłem odpowiednie wrota i tak jak poprzednio wróciłem do rzeczywistości. Przypomniałem sobie o mojej dziewczynie i postanowiłem ją odwiedzić [kod:2865]. Kiedy wszedłem właśnie brała kąpiel. Zamieniłem z nią kilka zdań i poszedłem do sypialni. Pod bluzką leżał notebook. Kilkakrotne użycie klawisza "P" spowodowało odnalezienie przeze mnie adresu firmy kolejnej ofiary. Za kilka minut byłem już w Sartain Industries [kod: 7833]. W wielkiej sali stał równie wielki komputer, który kontrolował drzwi windy. Nie miałem wyboru musiałem posłać pocisk prosto w scalaki maszyny. Przynajmniej obyło się bez krwi, lecz nie na długo. Gdy wjechałem windą na piętro, moje oczy ujrzały dwóch frajerów celujących prosto we mnie. Nie dałem na siebie czekać. Przypominając sobie słowa mnicha o cudownej mocy kryształu, wyjąłem wspaniały kamień, który wtopił się w moje dłonie. Teraz nic mnie nie mogło powstrzymać. Biegnąc po trupach trudno mi było uwierzyć, że ciało człowieka można tak łatwo rozerwać. W biegu podniosłem neseser i zabrałem z niego dokumenty. Wbiegłem na schody, a po nich na dach. Tam wyjąłem pistolet, wycelowałem i strzeliłem z doskonałym skutkiem. Jeden z kawałków blachy o mały włos nie pozbawił mnie głowy...
Lochy Dreamweb zaczynały mi się już powoli podobać, pożegnałem mnicha i w wiadomy już wam sposób wróciłem do miasta. Tym razem rzuciło mnie na jakiś parking. W jego zachodniej części stała ciężarówka, z której pożyczyłem sobie ogromne nożyce do cięcia drutu. Po tej czynności postanowiłem się zapoznać ze zdobytymi dokumentami. Tam znalazłem kolejne adresy. Po przybyciu do Chapel House spotkałem upierdliwego policjanta, który za żadne skarby nie chciał wpuścić mnie do środka. Mam szacunek dla władzy, więc darowałem mu życie. Przeskoczyłem przez mur i w ten sposób dotarłem do budynku. W zgliszczach odnalazłem cartridge, z którym natychmiast pojechałem do domu w celach czysto ciekawskich [LOGON BECKETT; PASSWORD:SEPTIMUS; LISTCARTRIDGE; READ BRIEF; EXIT).
Zawsze chciałem zwiedzić stary kościół na obrzeżach miasta. Niezwłocznie się tam udałem, lecz na razie po przecięciu nożycami kraty pojechałem do Boat House. Schodząc po schodkach zawadziłem o poręcz, którą odłamałem (jaszcze ktoś porwie sobie o nią ubranie). Do garnuszka nabrałem wody i podszedłem bliżej budynku. W piasku znalazłem skrzynkę z systemem alarmowym. Jej wieko oderwałem odłamaną poręczą, resztę wykonała woda z kubka. Przeszedłem przez dziurę w ogrodzeniu i przez okno przedostałem się do środka. Widok był okropny. Kobieta z wyrwanymi nogami poprosiła mnie o miłosierdzie. Jakże mogłem jej odmówić. Pozbawiłem mojego pistoletu jednego naboju...
"To znowu ty staruszku? Myślałem, że już cię więcej nie zobaczę". Opuściłem Dreamweb i po kilku minutach dotarłem do starego kościoła. Na środku leżał okazały szkielet, z którego najbardziej spodobała mi się dłoń z pierścieniem. Z ołtarza zdjąłem obrus oraz oba lichtarze. W zagłębieniu położyłem kościstą dłoń i odsunąłem płytę. Powstało przejście, w które natychmiast wskoczyłem. Dobrze, że nie przytyłem. Boję się nawet pomyśleć, co by było, gdybym się tam zaklinował.
Znalazłem się w małej sali sam na sam z truposzem w krypcie. Odsunąłem wieko grobu. Zabrałem sztylet, kamień i trzy diamenty, z czego jeden leżał w wazie. Następnie ułożyłem je w odpowiednim miejscu na podłodze i otworzyłem przejście dalej. Znajdowane tu i ówdzie kamienie skrzętnie chowałem do kieszeni, w nadziei ich przyszłego wykorzystania. Trochę dalej natknąłem się na ciekawą układankę, dzięki której udało mi się otworzyć kratę uniemożliwiającą dalszą wędrówkę. Do znalezionego wagonika włożyłem osiem kamieni i pchnąłem go wprost na ścianę. Energia kinetyczna zrobiła swoje wybijając w murze dziurę, a ja mogłem przejść dalej. Po kilku chwilach dotarłem do olbrzymiej dziury zalanej krwią. Obok znalazłem zejście w dół, z którego skorzystałem. Gdzie ja jestem? To chyba stacja metra. Zeskoczyłem na tory i idąc tunelem na północ dotarłem do kolejnego "klienta". Nie rzuciłem się na niego z bronią, lecz jak człowiek z człowiekiem pogawędziłem z nim trochę. I to był mój błąd! W najmniej spodziewanej chwili rozmówca rzucił się na mnie z nożem. "Jeszcze mi życie miłe" krzyknąłem wybiegając na tory. Przylgnąłem do muru, właśnie nadjechało metro. Mój prześladowca zginął śmiercią przejechanego kota.
I to już wszystko, co chciałem wam przekazać drogie dziatki. Teraz dajcie mi trochę odpocząć. Idę na spacer. Hej! Co tu robią gliny? NIE! NIE STRZELAJCIE! JESTEM NIEWIN...
Zobacz także:
DreamWeb
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Opis i solucja.