FADE była reklamowana jako kolejna część Flashbacka. W roli głównej występuje znajomek Konrad, ze swoim nieśmiertelnym pistoletem w dłoni. Jak się okazuje, opuścił on planetę Morphów w kapsule, pogrążony na wieki w kriogenicznym śnie. Długo dryfował w niezmierzonych otchłaniach kosmosu, aż wreszcie natknął się na niego obcy statek. I tutaj największa niespodzianka - Konrada ZNOWU przechwycili Morphowie! Taki rozwój akcji zakrawa na historię rodem z kolejnych części Wing Commandera (ta jego nie kończąca się wojna z Kilrathi). Jak nietrudno się domyśleć, Morphowie nie pałając gorącymi uczuciami do Konrada postanawiają umieścić go w ogromnym więzieniu New Alcatraz na jednym z księżyców. Zupełnie nieoczekiwanie nadchodzi kres jego niedoli - ze swojej celi ucieka jeden z więźniów i dowiedziawszy się o istnieniu naszego herosa postanawia z bliżej niewyjaśnionych powodów zabrać go ze sobą na prom, którym obaj opuszczają Alcatraz ścigani przez hordy wrogich TIE Fighter... sorry, myśliwców. Wybawcą okazał się John, nie znany nikomu człowiek (?). W tym momencie poznajemy główną część fabuły.
Podczas błogiego snu Konrada, Morphowia zdobyli układ słoneczny i zapanowali nad rasą ludzką. Zadaniem Twoim, Johna i liderki Ziemskiego Ruchu Oporu będzie wyzwolenie ludzkości z jarzma narzuconego przez nieprzyjaciela. Pestka. Robiło się to już tyle razy...
ZNOWU PLATFORMÓWKA?
Świat FADE jest kompletnie inny od tego znanego z Flashbacka. Tym razem mamy do czynienia z trzecim wymiarem. Konrad biega głownia po korytarzach baz, więzień, ewentualnie statków kosmicznych. Kamera umieszczona jest tuż za jego głową i wykonuje przedziwne ewolucje w momentach zmiany kierunku poruszania się bohatera. Trzeba jednak przyznać, że całość odbywa się bardzo płynnie i, co najważniejsze, daje doskonałe efekty w postaci pełnej kontroli przestrzeni otaczające postać. Generalnie poruszamy się w dwóch trybach -biegu/chodu i strzelania. Bieg, jak sama nazwa wskazuje służy do przemieszczania się w obrębie levelu. Kiedy w tej fazie napotkamy któregoś z Morphów należy nacisnąć ALT, a Konrad przykucnie mierząc przed siebie z pistoletu. W ten sposób wykańcza się większość zawodników przeciwnej drużyny.
Na uwagę zasługuje techniczna strona gry - wszystkie postacie zbudowane są z wieloboków, co czyni je w pełni trójwymiarowymi. Postać Konrada jest dodatkowo cieniowana algorytmem Gourauda przez co nabiera nieco krągłości i wydaje się bardziej ludzka. Poruszanie się bohatera zostało zrealizowane w sposób wręcz perfekcyjny, coś takiego widziałem tylko w Bioforge. Autorzy chwalą się zastosowaniem nowego systemu z czujnikami podczerwieni w miejsca przestarzałego Ich zdaniem rotoscopingu wykorzystanego we Flashbacku. Efekt jest doskonały.
Niestety, engine FADE pod jednym względem zawodzi i to bardzo. Otóż wszystkie ściany łączą się ze sobą pod kątem będącym wielokrotnością 90 stopni. Mówiąc krótko jest po prostu kwadratowo. Bez bicia przyznam, że na mnie wpływa to destrukcyjnie - po prostu dwa razy bardziej czuć „sztuczność" wygenerowanego świata. Całe szczęście, że akcja gry jest na tyle zajmująca, by nawet przez moment nie mieć czasu na rozmyślania o programistycznym kunszcie Francuzów. Warto jeszcze wspomnieć o podłogach i sufitach - wszystkie znajdują się na tym samym poziomie. Smutne. Nie można z kolei zapomnieć o pozytywnych stronach - pojawiły się szyby, przezroczyste promienie laserowe, nawet smugi światła w poziomie z basenem.
KILL! KILL!!
Przeciwników do wykończenia jest dość wielu i na szczęście różnią się wyraźnie między sobą. Na dole drabiny znajdują się zwykli Morphowie wyposażeni w potwornie wolne karabiny heat-seek. Tych wykańcza się łatwo. Dalej mamy kilka odmian tej klasy różniących się wyglądem i uzbrojeniem (szybkostrzelne karabiny). Przerażający jest Attack Morph (or something), który kiedy dojrzy Konrada biegnie w jego kierunku przy akompaniamencia mrożącaj krew w żyłach, szybkiej muzyki. Po zabiciu kilku z nich można przywyknąć, ale kiedy wyskoczył na mnie po raz pierwszy, z wrażenia nie mogłem trafić palcami w klawisze! Bardzo smutna niespodzianka czeka Cię ze strony wybawcy Johna -okazuje się on być Morphem! Co gorsza, jest mutantem-predatorem. Nie imają się go żadne z posiadanych przez Ciebie kul...
A'propos kul - jedyną bronią Konrada jest pistolet. Na szczęście można go załadować różnymi rodzajami amunicji, od Normal Bullets do Advanced Plasma Bullets, które niszczą wszystko w co trafią (oprócz wspomnianego Johna). Różnica między nimi jest podstawowa - Normal masz nieskończenie wiele, a Plasmy tylko trochę, więc podstawowym środkiem zaradczym powinny stać się Explodlng Bullets, które mają dwukrotnie większą siłę rażenia niż Normal, a przy okazji też nigdy się nie kończą. Do dyspozycji są również miny, które okazują się bardzo przydatne przy wykańczaniu Morphów stojących za winkiem.
Oprócz broni występuje w grze kilka innych urządzeń, z których zdecydowanie najważniejsze są skanery, a w szczególności Field Scanner. Nie zapomnijcie o nim. Podobnie jak we Flashbacku można naładować swoją energię w stojących gdzieniegdzie przy drodze automatach-ładowarkach.
Autorzy postanowili urozmaicić rozgrywkę przez umieszczenie w grze wielu zagadek logicznych i chwała im za to. FADE stała się dzięki temu grą z akcentem przygodowym, podobnie jak jej poprzedniczki. Miłą niespodzianką jest też poziom, w którym gracz steruje małym stateczkiem Konrada, latającym w ciasnych korytarzach kosmicznej bazy Morphów.
Podsumowując - uznałem FADE za jedną z najciekawszych produkcji 1995 roku. Czeka was wiele godzin świetnej zabawy!.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji FADE.