Maximum Roadkill to wyjątkowa gra. Jej istota polega na futurystycznych motocyklowych wyścigach o przetrwanie. Akcja rozgrywa się w bardzo mrocznym świecie przyszłości, ale brak szczegółowej fabuły. Panuje głód, choroby, wojny i krwawy sport jako jedyna rozrywka dla mas. W tym świecie nie ma miejsca na nadzieję, światło czy miłosierdzie. Jest tylko jedno - pragnienie krwi i cierpienia.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się całkiem standardowe. Wybieramy swojego zawodnika, wybieramy motocykl, ozdabiamy go różnymi rzeczami, wydając na to nasz skromny kapitał. Trasy, które przed nami leżą, są różnorodne i trzeba przyznać są piękne ja na owe czasy - będą tam lawowe jeziora, cyberpunkowe miasta, spalone pustynie nuklearne, podziemne kopalnie, a nawet trasy w otwartej przestrzeni kosmicznej. Podczas wyścigów można zbierać bonusy w postaci zdrowia i nitro-bomb. Po przejściu każdej trasy możemy odwiedzić sklep, gdzie możemy kupić jakąś rzeczy dla naszego żelaznego rumaka - zawsze tylko jedną na raz.
Możemy też nie trafić do żadnego sklepu i roztrzaskać się już na pierwszej trasie. Poziom brutalności i przemocy w tej grze osiągnął taki poziom, że wydany dwa lata później Carmageddon wydaje się w porównaniu z Maximum Roadkill po prostu dziecięcą zabawką. Trzeba przyznać, że grafika tutaj jest po prostu niesamowicie piękna, mamy dziesięć unikalnych tras z zagrożeniami i bujnie renderowanymi trójwymiarowymi tłami, w tym kopalniami, strefami jądrowymi i orbitującymi stacjami kosmicznymi. Oczywiście, dla niektórych, biorąc pod uwagę, że cała gra to praktycznie kult przemocy i sadystyki, może to być wadą, a nie zaletą. Prawdą jest jednak, że nie można nie zauważyć, że obecna jest tu ponura i przytłaczająca atmosfera beznadziejności, którą można wyraźnie poczuć dzięki właśnie grafice.
Chciałbym podkreślić, że ta gra jest przeznaczona wyłącznie dla dorosłych graczy.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Maksymalna śmierć na drodze!.