Czy zastanawialiście się kiedyś nad połączeniem platformówki z grą przygodową czy role-playing? Idiotyczne? Prawdopodobnie tak. No, bo kto byłby adresatem takiego „mutanta"? Osobnik, który gra dla samego grania, albo ktoś nie zdający sobie sprawy, w co właściwie gra...
Pierwsze odczucie świeżo upieczonego posiadacza gry Mr Nutz - to dezorientacja. Zamiast szybkiej i kolorowej platformówki, kiepsko wykonana (pod każdym względem) rolplejowa przygodówka na wzór Zeldy na SNES (ciekawe, czy wielu graczy wie, jak wygląda ta gierka?). Maluśka wiewióra, błądząc w labiryncie wąskich uliczek, napotyka zwierzątka ostrzegające ją przed jakimiś kosmito-kurczakami, które jakoby miały zamiar opanować Ziemię. Oryginalne, jak cholera! Niestety, jest to jedyny sposób dostania się do segmentów platformowych, a te dla odmiany wykonane są bez zarzutu. Duży, ładnie animowany bohater; wielowarstwowe, wielokolorowe tło; szybki scrolling - wszystko, co jest potrzebne dobrej zręcznościówce. Wiewiórce zaaplikowano sporą dawkę niespotykanych dotąd możliwości: zwinięta w kłębek może się toczyć (patrz słynny Sonic na Mega Drive), a za pomocą swojego ogona potrafi nawet szybować w powietrzu (świetne!). Utrata energii życiowej objawia się wyskakującą z kieszeni bohatera „pałką", która próbuje mu nawiać, lecz szybko ziapana powraca na swoje miejsce. Pewne zastrzeżenia budzi dość słabe zróżnicowanie kolorów pomiędzy tłem a wszelakimi przeszkadzajkami, co zmusza do bacznego obserwowania całego ekranu i trochę męczy oczy.
Mr Nutz, oceniany jedynie jako zręcznościówka, może stanowić wzór do naśladowania, pokazuje na co stać zwykłą Amigę 500. Co ciekawe, wersja dla 16-bitowego SNES-a ustępuje amigowskiej, mimo że w obu zastosowano sekwencje w trybie MODE7 (płynne skalowania, rotacje), z których przecież słynie ta konsola firmy Nintendo...
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Mr. Wiewióra.