Mały kuchcik chce zjeść lunch, jednak w momencie otwarcia lodówki wszystkie składniki, które w niej były, wyskakują ze środka i uciekają. Wobec tego kuchcik wyrusza, by je wszystkie złapać.
Na początek potrzebna mu jest siatka, w którą pochwyci składniki – pomidory, pieczarki, bułkę i coś, co wygląda na kartofla, chyba że się mylę. Takową siatkę można znaleźć na planszy, a wziąwszy ją, można ruszać na polowanie. Przemyślne produkty spożywcze skaczą sobie po planszy, jednak w momencie, kiedy się do nich zbliżamy, uciekają. Sposobem, żeby je zatrzymać, jest rzucenie w nie woreczkiem (może soli?) albo skoczenie na nie. Produkty nieruchomieją na moment i jeśli ich wtedy nie złapiemy, za chwilę mogą się znaleźć na platformie pod nami. Również i my musimy uważać, by nas nie zatrzymano. Bezpośredni kontakt z produktem sprawia, że to my mamy zawroty głowy i musimy dojść do siebie.
Gra wydaje się prosta, przecież musimy tylko złapać parę rzeczy. Jedyny szkopuł w tym, że mamy wyznaczony limit czasu, a w momencie, kiedy czas upływa, tracimy życie i gra rozpoczyna się od nowa. Do dyspozycji mamy trzy życia. Żeby więc zmieścić się w czasie i zjeść tytułowy lunch, musimy działać szybko, pewnie i precyzyjnie, co mi niestety przy pierwszej styczności z grą się nie udało. Jednak trening czyni mistrza. Polecam gierkę, jeśli ma się trochę czasu i tyle cierpliwości, żeby wraz z upływającym czasem, wszystko rozpoczynać od nowa.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Zjedzmy lunch.