Ocena: ( 6.29 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 7 Pobrano: 47 razy.
Historia Drake'a Edgewatera zaczęła się w roku 2047, w mieście Kemo. Pewnego dnia miasto zostało odcięte od reszty świata, rozpoczęła się tzw. kwarantanna. Mieszkańcy miasta zbzikowali pod wpływem tajemniczych eksperymentów, zabijając się na wzajem. W tym całym rozgardiaszu, znalazł się Drakę, kierowca taksówki, który musiał wykonywać dalej swój zawód, jednakże przystosował się do aktualnej atmosfery, wyposażając swoją maszynę w środki "preswazji": działo, karabiny UZI, przedni zderzak najeżony kolcami i wiele Innych. To tyle w części pierwszej.
Druga część dzieje się dziewięć lat później, gdy Drakę ucieka z więzienia i wjeżdża z rozmachem w, jak się okaże, nowy świat. Niejaki Torva Yul, władca korporacji Omnicorp, opanował cały Płaskowyż Kemo, przejmując poszczególne demokratyczne instytucje pod swoją jurysdykcję. Ten pan rządzi się na zasadach bardziej gangsterskich, niźli demokratycznych, jednakże biorąc pod uwagę fakt trzymania pod sobą wszystkich sił, włącznie z mediami, jawi się ludziom jako mąż opatrznościowy. Oczywiście do tego wszystkiego dochodzą ciągłe biologiczne eksperymenty na ludziach i środowisku, które doprowadziły do przeobrażenia się istniejącego świata w krainę rodem z "Mad Maxa II', gdzie mutanci, pustynia, głód, korupcja i władza zdobyta siłą są na porządku dziennym. Właśnie w takim świecie pojawia się nasz dzielny taksówkarz, za którego głowę od razu została wyznaczona nagroda -wiadomo uciekinier z więzienia.
Trzeba jeszcze dodać, że w tym świecie o specyficznie przejaskrawionej rzeczywistości, znalazła się grupa ludzi tworzących tzw. podziemie, rebelię, która nawiązuje z Drakeiem kontakt, jako z kimś, kto może pomóc im w zrzuceniu z tronu Torva Yula i jego popleczników. Taryfiarz niewiele miał do stracenia, zgodził się - i tak rozpoczyna się Kwarantanna II. Tym razem to on ją przeprowadza.
Scenariusz drugiej części jest zdecydowanie lepszy od części pierwszej. Nasze misje tworzą ciąg chronologicznie, logicznie i merytorycznie powiązanych ze sobą wydarzeń. Kolejny cel naszej podróży ma swój powód, to nie jest przejście w stylu, koniec drogi numer 001, zaczynamy odcinek 002. To że wyjeżdżamy do następnego miasta, powodowane jest np. ucieczką przed skomasowanymi oddziałami omni-policji, po załatwieniu przez nas we Flagg City „prawej ręki" Torva Yula, itp.
Grze wyraziście nadano charakter, tzw. undergroundu. Kultura młodzieżowa USA oparta na nowoczesnym komiksie, brutalnym, pełnym nierzadko psychodelicznego dowcipu i „ciężkiej muzyce, to nurt zawarty w grze Road Warrior. Takie filmy-komiksy jak: „Tank Girl". „Max", czy może trochę bliższy „Punisher", należą do tej samej grupy. Nie chcę tutaj, w żadnym wypadku, oceniać, czy to dobrze, czy żle - stwierdzam fakt i zarazem sugeruję do jakiej grupy odbiorców gra jest kierowana.
Jeżeli podoba Ci się ten styl, znajdziesz w RW sporo zabawy -w przeciwnym razie nie włączaj jej nawet. Po co się denerwować? Szalony świat, przeżarty złem, obłędem i pełnym tragicznych i porywczych ludzi-mutantów, którzy różnią się między sobą rodzajem choroby psychicznej, to sceneria w jakiej będziemy się poruszać naszą taryfą-czołgiem.
Zadania do wykonania będą nie mniej zwariowane. Na przykład pewien maniakalny gracz, wręczy nam rakietę naporowadzającą i poprosi abyśmy odpalili ją w budynek firmy komputerowej GAMETEK, skarżąc się że Ci szubrawcy wydali grę, nie będącą podobną do porzednich dziesięciu części. Po wykonaniu zadania podziękuje nam i powie, że byłby z nas doskonały recenzent.
Żarty lawirujące na krawędzi czarnego humoru i wyśmiewania się ze wszystkiego co się rusza, znajdziemy na każdym kroku. Jadąc do wesołego miasteczka, Omniland zamieszkanego przez Donalda Drunka. podwieziemy niejaką RADARAę, która jest jawną parodią mortalowskiego Raydena. Ważnego naukowca, którego mieliśmy przewieźć do wspomnianego miasteczka, wyrzucimy z okrzykiem „You suck!", w momencie gdy jajogłowy oznajmi nam, że fajnie będzie jechać, bo ma ze sobą „cudowną" kasetę Kenny Gee. Autorzy wciskają wszędzie, gdzie się tylko da, tego typu dowcipy i po jakimś czasie ma się już ich dosyć - w kolejnych misjach zamiast zmniejszenia ich liczby, dostajemy jeszcze więcej. Nie pomagają nawet zmiany klimatu-atmosfery, w momencie gdy jedziemy po pustyni usianej głowami i innymi członkami ludzkimi -to też ma śmieszyć. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten brak umiaru i to we wszystkim. Żarty wciskane są do oporu, misje w sumie cały czas te same (jedziesz wozem, strzelasz, sukces, następna misja), zbyt duża liczba zadań w jednym miejscu (w mieście Flagg City około kilkunastu), za wolno posuwamy się do przodu w grze. itd.
Tak poza tym trzeba przyznać, że jest ciekawą strzelanką. Bynajmniej nie z powodu wykonania technicznego gry - tutaj niczego nowego, poza wysoką rozdzielczością, nie wprowadzono od czasu Qurantine. Ciekawą za charakter i scenariusz. Gra jest wyrazista, określa grono odbiorców i powstał dla wąskiej grupy rasowych cyników, wielbicieli tzw. robienia jaj z wszystkiego i miłośników krwistych ewolucji jakie wykonują uśmiercani wrogowie.
Zobacz także:
Opis misji
Świat obłędu
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji ROAD WARRIOR.