Ocena: ( 9.1 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 10 Pobrano: 130 razy.
Nie tak dawno, ale i niezbyt niedawno, daleko w Kosmosie, chociaż nawet całkiem blisko, żył ludek niewielki, z waleczności znany. Mąż, wojownik niewielkiego wzrostu był a muskularny i barczysty. Ciężka broń protonowa u pasa mu dyndała, misiurka dendrytowa szyję zdobiła. Buty elektromagnetyczne trzymały go przy powierzchni, a i przykopać czasem pozwalały. Samice ci mieli dorodne, choć jednako niewielkie. Trzymali je w siedzibach, co by po świecie nie wałęsały się, ferment siejąc.
Tysiączków kilka owych Extonów zamieszkiwało niewielką planetkę, której nazwa nic nikomu nie rzeknie. Dość, że żyli ci dostatnio w miarę, na krzyżowe wojny dawali werbować się, uprawiali smaczne śrubsztony i smarniki w swych ogródkach.
Aż razu pewnego jak grom z jasnego nieba uderzyły na nich wojska obce. Nieznane postacie sporych, błyszczących niklem wojów, co przybyły podbić spokojny lud. Bronił się on zaciekle, cały kunszt wkładając w obronę własnej ziemi. Na nic to. Masy najeźdźców zalały kraj, wybijając niewielkie zastępy tubylców.
I tu zaczęła się smutna historia podbitego ludu. Namiestnik Maniana gnębił ich bezlitośnie, na pożarcie Iwonom a synchronom rzucając. Podatkami ich gniótł, paszportów nie dawał, co dorodniejsze niewiasty do siebie kazał przyprowadzać.
Owa tyrania nie wpływała dobrze na jego popularność. Zawiązał się spisek, by obalić uprzykrzonego najeźdźcę. Ale jak to uczynić, skoro on chroniony jest polem, a i strażników oddanych ma wielu?
Dowiedzieli się spiskowcy, że niedaleko Maniana zbudować kazał planet kilka, skąd energię czerpał i gdzie obwody bezpieczeństwa miał swoje. Tak i postanowili zniszczyć centrum planet owych, co by tyrana się pozbyć.
Całe trzy lata kradli i kupowali co się dało, by myśliwiec gwiezdny zbudować. Budową zajął się mistrz Electrox, co ze zmyślności w dziedzinie tej słynął. Myśliwiec ów, ze względów różnistych, miał być typu R. To znaczy, napęd jego fotonowy i odwrotnie skrętem skierowany.
W największej tajemnicy zmontowali myśliwiec i do ataku go przysposobili. Wybrali najzręczniejszego w statków pilotowaniu i on za sterami zasiadł. Zniszczyć musi system planet energetycznych docierając do ich jądra. Po drodze wiele niebezpieczeństw na niego czyha, ale i przyjazne konstrukcje spotka. Jego misja tajną jest i bardzo niebezpieczną. Jest nudna nieco również, ale cóż uczynić.
Co było po drodze i na miejscu, sami się przekonacie. A gdy wrócił bohater z misji swej dziejowej, na wolnej ziemi witali już go rodacy. A potem żyli długo i szczęśliwie, chociaż właściwie nie wiadomo.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Typ R.