Oto mamy przed sobą grę platformową, w której sterujemy tytułową królewną Śnieżką, chociaż nie spotkałam nigdzie siedmiu krasnoludków. Jeżeli królewna się nam nie podoba, mamy możliwość zastąpienia jej inną postacią, która zwie się Shadow Man i jest zakapturzonym osobnikiem z laską w ręce.
Poruszamy się po kilku planszach. Ich lista podana jest na początku gry, gdy chcemy zmienić opcje. Jest tam więc las, kraina chmur, jaskinie, rzeka, czy dziedziniec/podwórze.
Grę rozpoczynamy w lesie. Mamy za zadanie zbierać owoce, pieniądze i serca, podążając ku wyjściu (exit), które musimy znaleźć, kiedy wyświetli się taka informacja na planszy. Na początku odnalezienie wyjścia jest proste, potem faktycznie trzeba go szukać. Na naszej drodze są zwierzęta, które nas zabijają, jeśli najpierw my ich nie zabijemy (albo skacząc na nie, albo rzucając owocami), są przepaści, w które łatwo wpaść, a także osuwająca się ziemia. Mamy możliwość skakania po liściach (niektóre z nich się poruszają) oraz po pnączach. Od czasu do czasu przy podskokach pojawiają się ukryte pola w postaci czerwonych kwadracików z monetą.
Drugą planszą jest również las (the forest part II), dopiero później jesteśmy dopuszczeni do krainy chmur, gdzie właściwie nie wiemy, gdzie jesteśmy, bo dokoła jest biało. Tam skaczemy sobie głównie po chmurkach, również zbierając wszystkie wspomniane wcześniej przedmioty i tak samo uważając na zwierzęta. Ponieważ nie wiedziałam, gdzie się znajdowałam, właśnie na tej planszy skończyłam moje pierwsze spotkanie z grą.
Można jeszcze wspomnieć o życiach. Otóż jest ich kilkadziesiąt i są one w postaci serduszek, mamy więc możliwość zbierać życia po drodze, tak że odnosimy wrażenie, iż jesteśmy nieśmiertelni.
Gra jest dość przyjemna i wymaga od nas zręczności przy skakaniu. Można przy niej spędzić jakąś godzinkę.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Żyła długo i szczęśliwie zbierając owoce..