Trochę ten program zagubił się wśród masy oprogramowania w 1992 roku, napływającego z Zachodu. A szkoda, bo to jeden z najlepszych symulatorów w swoich czasach, konwencjonalnej wojny morskiej - a jednocześnie "żywa" historia wojny na Pacyfiku. Menu gry nie jest zbyt wyszukane - można sprawdzić się w 8 przygotowanych scenariuszach, rozpocząć kampanię Guadancanal oraz stworzyć dowolną bitwę przy użyciu specjalnego edytora. Dalej nastąpi wybranie floty (oczywiście amerykańskiej bądź japońskiej), a także opcje realizmu czyli:
Teraz znajdujesz się na mostku okrętu flagowego i zapewne z zainteresowaniem przyglądasz się przyrządom. Masz zaledwie kilka minut do spotkania nieprzyjaciela, więc oswój się z mapą strategiczną, stanowiskiem torped (o ile istnieje) i dział. Być może będziesz chciał później zająć się czymś bardziej konkretnym niż korygowanie kursu floty.
Po tej wstępnej prezentacji zostajemy od razu wrzuceni na bardzo głęboką wodę. Pod naszymi rozkazami jest kilka do kilkunastu okrętów - wystarczy kliknąć na danej grupie statków by przejąć nad nimi dowodzenie. Dzięki temu możesz wyznaczyć im nowy kurs (np. zbieżny do nieprzyjaciela), zwiększyć szybkość (to zawsze warto zrobić), postawić zasłonę dymną oraz załogę w stan gotowości.
Jeśli nie wydałeś innych rozkazów, Twoje okręty strzelają zaraz po znalezieniu się w zasięgu wrogich jednostek. Wiadomo jednak, że działa pancernika niosą dalej niż niszczyciela czy krążownika, więc nie należy się denerwować, jeśli oberwiesz zanim zobaczysz, skąd do Ciebie strzelają. Białe, migające kropki na mapie symbolizują trafienia nieprzyjaciela.
Gra nie ogranicza się tylko do walenia ze wszystkich luf. Duże znaczenie ma odpowiednie ustawienie okrętów w stosunku do wrogich jednostek, a także maksymalne wykorzystanie walorów własnych statków. Dobrze jest dzielić grupy okrętów na krążowniki i niszczyciele - te drugie, po zbliżeniu się na odpowiedni dystans mogą odpalić torpedy, siejąc popłoch i zniszczenie. Nie będę jednak ukrywał, że mało który niszczyciel wraca z takich wypadów.
Bardzo widowiskowe jest używanie w nocy amunicji oświetlającej, która wprawdzie dosyć szybko gaśnie, ale doskonale wystawia na cel wrogie okręty. Teoretycznie przeciwnik mógłby bronić się stawiając zasłonę dymną, jednak w praktyce nikt nie stosuje tego rodzaju chwytów. Dużo ważniejsze jest prowadzenie skutecznego ognia, bo za pomocą uników jeszcze nikt w Task Force nie wygrał.
Jak już wspomniałem, do zabawy można włączyć się dużo aktywniej, przenosząc stanowisko dowodzenia do kabiny oficerów celowniczych. Strzelanie z działa nie należy wprawdzie do łatwych zadań, ale na pewno uda Ci się od czasu do czasu kogoś trafić. Należy pamiętać o opóźnieniu w locie pocisków!
Dla estetów przygotowano ujęcia z zewnątrz okrętu a położenie kamery można swobodnie regulować myszą. Co ciekawsze, nawet z tego poziomu daje się prowadzić ogień, ewentualne trafienie pozostawiając jednak przypadkowi.
Task Force 1942 jest jak już wspomniałem świetnym symulatorem, chociaż autorzy nie ustrzegli się kilku błędów. Do zestawu dołączono stanowczo zbyt mało gotowych scenariuszy, gra obejmuje zbyt krótki okres historyczny, a także nie najlepsza jest oprawa muzyczna. No cóż, nie ma przecież rzeczy idealnych, prawda?
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji TF 1942.