To ta sama gra, którą znamy z czasów przedkonsolowych z komputerów. Cóż, na komputerach było jej widocznie za ciasno i postanowiła znaleźć sobie miejsce na SNES-ie. Nie był to najlepszy pomysł. Na komputerach gra wciągała niesamowicie. Wersja konsolowa jest trochę słabsza od tej znanej z komputerów. Najbardziej wkurzające jest to, że nie mamy do swojej dyspozycji autopilota pozwalającego skrócić nudne misje o połowę. Zamiast nacisnąć cokolwiek na gamepadzie i dolecieć do punktu nawigacyjnego w ciągu kilku sekund, tu trzeba czekać kilkadziesiąt albo i kilkaset razy dłużej, dłubiąc z braku lepszych zajęć w nosie.
Sama walka też jakoś straciła na powabie, choć trudno określić dlaczego. Może po prostu gamepad nie sprawdza się jak ktoś spróbował sterowania myszą?
Nie rozwodząc się zanadto, myślę że sytuację można podsumować następująco: jeżeli mieliście już do czynienia z Wing Commanderem na komputerze, nie próbujcie wersji konsolowej, bo się srodze zawiedziecie. Jeśli jeszcze nigdy jej nie widzieliście i zżera Was ciekawość, co to za gra -możecie spróbować. W końcu WC to gra historyczna!.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji WC.