Muszę w końcu namówić kogoś, aby się do mnie przyłączył. Może wspólnie uda nam się zdobyć władzę nad tym rozległym, pustynnym terytorium. Klimat nie sprzyja naszej wyprawie. Musimy bardzo oszczędnie gospodarować zapasami żywności i wody. Najpierw odwiedzimy Gold Town, a potem zajrzymy do jaskiń Big Hole. Może znajdziemy tam kawałek drutu, albo nawet zepsutą pompę... Jak to przyjemnie pomarzyć. Czekają nas trudne chwile i wielu z nas nie przetrwa tej ciężkiej próby, ale muszę pamiętać, że to ja jestem realizatorem tego śmiałego przedsięwzięcia i powinienem opiekować się moimi ludźmi do ostatnich dni.
Tak może wyglądać początek Burn Time - bardzo nietypowej gry roleplaying firmy Max Design. Muszę przyznać, że nie jestem miłośnikiem gier tego typu, ale ta naprawdę „wciągnęła mnie po uszy".
Naszym celem jest całkowite zawładnięcie obszarem, po którym się poruszamy. Jest to kraina zniszczona przez wojnę atomową. Tu i ówdzie rozsiane są ruiny miast i mniejszych osad, a także klasztory, opuszczone i skażone fabryki oraz skaliste góry. Chcąc zawładnąć jakimś miastem, musimy pozostawić tam odpowiedzialną i zdolną do przetrwania osobę z kręgu naszych podwładnych. Ludzie - najemnicy, technicy i naukowcy - przechodzą pod nasze rozkazy w zamian za mięso psów lub węży. Przeszukując jaskinie i ruiny możemy zdobyć rozmaite przedmioty, które wymieniamy potem na np. maskę gazową, broń palną lub wodę i jedzenie. W większych miastach możemy skorzystać z usług trzech ważnych postaci: handlarza, szynkarza i krwawego doktora.
Strona graficzna została zrobiona na przyzwoitym poziomie. Mile widziana karta dźwiękowa - możemy usłyszeć parę przyjemnych głosów, efektów i delikatną muzyczkę kojącą nasze przemęczone uszy.
Zobacz także:
Po wojnie nuklearnej...
Złoto z Diabelskiej Skały
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Burntime.