Burntime

Burntime
Producent i rok wydania:
Max Design 1993
Platforma:
Amiga
Porady:
Pobierz grę
(3.035 MB)
Gra także w wersji:
PC - Burntime

Ocena: ( 9 / 10 )
12345678910

Głosów: 1 Pobrano: 26 razy.

Zaloguj się, aby ocenić grę!
Nie masz konta? załóż je!
Burntime: Obrazek z gry Burntime Burntime: Obrazek z gry Burntime Burntime: Obrazek z gry Burntime Burntime: Obrazek z gry Burntime
Kod/Tips: Kiedy grasz w Burntime ECS/AGA na dyskietkach bez instalacji na dysku twardym (chwilowo brak oryginalnego twardziela lub emulatora WinUAE) może się... Więcej >>>

Recenzja - Złoto z Diabelskiej Skały

Złoto z Diabelskiej Skały

Opowiadanie fan fiction Burntime

Autor BogusWit 2017 (C)

Nadchodzący poranek narzucił porzuconemu światu swoje surowe prawo. Dzień wcześniej wszystko wydawało się banalne - zdobyć punkt przetrwania oddalony od dużego miasta, małą lokację o nazwie Diabelska Skała, po czym wydobyć z jaskini sztabki złota. James Hogan miał zająć się organizacją pożywienia oraz wody ale nagły atak mutantów, przełamał jego umiejętności dobrego wojownika. Chcieliśmy aby przeżył, lecz nie zdołaliśmy przyjść mu z pomocą. Wraz z Joe`em, ledwo daliśmy im radę, a kilka ciosów siekierami, uspokoiło dwóch nieźle zmęczonych stworów. Ich pokiereszowane twarze przypominały nadgryzione jabłka, które ktoś zapomniał wyjąć z rozgrzanego piekarnika. Ostatni z nich był dużo silniejszy, grube ramiona i długie czarne szpony, mogły stanowić świetną alternatywę w stosunku do standardowej broni, pieczołowicie przetrzymywanej w naszych plecakach.
- Użyj obrzynu, Joe! - zawołałem w kierunku oddalonego o kilka metrów przyjaciela.
Mutant szybko podleciał, wbijając pazury w jego brzuch, szarpiąc i kalecząc organy wewnętrzne. Wystrzał z broni palnej, odrzucił potwora do tyłu, zostawiając sporych rozmiarów dziurę w klatce piersiowej. Podchodząc bliżej umierających, usłyszałem krótkie zdanie wydobywające się prosto ze spalonych ust naszego przeciwnika.
- Arghh... mięso. Moja zdobycz, znów przepadła...
Stan zdrowia leżącego obok Joe`go nie był najlepszy. Nie miałem nic, co mogłoby przywrócić go do dawnego stanu.
- Tym razem to już koniec. Nie dam rady samodzielnie operować takich dużych uszkodzeń ciała, pomimo iż jestem świetnym lekarzem.
- Spróbuję porozmawiać z miejscowymi. Może znają jakiegoś dobrego chirurga.
- Niestety ale w tym miejscu, napotkasz tylko szczurze zastępy...
- Może w mieście Antella, spotkam jakiegoś fachowca? Chętnych do współpracy nie brakuje. - zapytałem z troską w głosie.
- Nawet jeśli tam dotrzesz, powrót zabierze ci sporo czasu. Powinieneś zostawić mi połowę wody oraz jedzenia i udać się do pobliskiego miasta. Nigdy tu nie wracaj, chyba że przyłączysz tam do grupy dobrych wojowników. Zapamiętaj, że na południowym zachodzie, jeden z naszych głównych przeciwników zamieszkujących obszar Nowego Sandezz nie żyje. Do zobaczenia po drugiej stronie, stary przyjacielu...

Odszedł w kilka chwil potem. Postanowiłem natychmiast wyruszyć w podróż do Antelli. Wokół mnie znajdowały się takie lokalizacje jak Numea, Martwy las, Nirvana czy niebezpieczna Fabryka, w której podobno znajdowały się brakujące części, potrzebne do złożenia wykrywacza metali.

Będąc jeszcze chłopcem, należałem do grupy najemnych wojowników przemieszczających się po zachodnim pustkowiu. Odkrywaliśmy wspólnie różne dziwne miejsca. Jednym z nich był dość pokaźnych rozmiarów monaster, w którym ciągle przesiadywał jakiś szalony kapłan. Cały czas wspominał o rzeczach wzbudzających w nim modlitewne skupienia, rozdając każdemu podróżnikowi Biblię. Wieczorami wokół nas, gromadziło się dużo wściekłych psów i wielu umarło lub odniosło spore obrażenia. Zapamiętałem słowa tego człowieka, które właśnie teraz, napływały znowu do moich myśli.

" ... i spadły na Ziemię ogromne skrzydła, wypełnione jasnym ogniem."

Zupełnie nie wiedziałem, jaki sens zawierały, zasłyszane wtedy półprawdy. W mieście Antella, tak jak w każdym dużym ośrodku na pustkowiu, znajdowały się takie miejsca, jak obszerne ruiny, restauracja, sklep wielobranżowy, tawerna oraz klinika. Niestety nic nie było za darmo. Postanowiłem odwiedzić lokalnego lekarza i przywrócić w jakiś sposób, swój naruszony stan zdrowia, aż do maksymalnego poziomu. Wchodząc do pomieszczenia wypełnionego różnymi narzędziami, przeznaczonymi do operacji, zauważyłem wychodzącego zza kotary doktora. Jego ubranie było całe we krwi, a sam z precyzją szalonego zegarmistrza, czyścił piłę przeznaczoną do przecinania kości.
- Witam, witam! Widzę, że potrzebujesz naszej pomocy, przyjacielu. Co cię do nas sprowadza? - powiedział lekko zachrypniętym głosem.
- Mam złoto... Ty posiadasz umiejętności. Nikt tego nie zechce kupić ale słyszałem. że...
- Oczywiście. Jedna sztabka wystarczy. Każdy szanujący się lekarz, ubóstwia złoto z Diabelskiej Skały. Za moment, znowu będziesz w stanie przenosić góry.

Producent Max Design (C) 1995

Zobacz także:
Burntime
Po wojnie nuklearnej...

Autor: BogusWit
Ocena: 12345 (5) | Głosów: 1 | Odsłon: 518
2017-12-14 22:33:14
Zaloguj się, aby ocenić recenzję!
Nie masz konta? załóż je!

Komentarze

Brak!
Strona:

Dodaj komentarz

Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Złoto z Diabelskiej Skały.

Zaloguj się, aby dodać swój komentarz!
Nie masz konta? załóż je!
:. Copyright by Stare.e-gry.net & Stare-Gry.eu .: