Literatura SF często eksploruje tematykę związaną z przyszłością ludzi po wojnie nuklearnej. Nic w tym dziwnego, wszak wszystkich to bardzo interesuje. Ta sama tematyka pojawia się także i w grach.
Wkroczenie w świat Burntime może być dla wielu graczy miłym zaskoczeniem. Otóż jest to gra łącząca w sobie elementy strategiczne, zręcznościowe i przygodowe. Coś w stylu znanej Diuny, tylko że o znacznie wyższym stopniu trudności. Grę zaczynamy od zera, tzn. jako łowca przygód, który postanowił wybudować w zniszczonym świecie własne imperium. Podróżując po miastach musimy uważnie rozglądać się za żywnością (karaluchy, szczury i inne przysmaki) oraz wodą, wszak bez tego nie da się żyć (podobnymi kryteriami trzeba kierować się w przypadku wybierania kilkudniowej siedziby). W miastach oprócz żywności można znaleźć szereg innych przedmiotów: broń, szczątki starej cywilizacji. O ile zastosowanie broni jest bezdyskusyjne, to inne przedmioty przeważnie przydają się w handlu wymiennym (świat Burntime zapomniał o czymś takim jak gotówka), a także technikom, którzy dzięki swoim umiejętnościom są w stanie stworzyć coś przydatnego. Tak, tak, podczas gry budujemy swoją drużynę poczynając od żołnierzy, a kończąc na technikach i lekarzach (ci ostatni to wyjątkowo popłatny zawód w tej grze). Miasta i wszelkie inne ludzkie siedziby oferują szereg atrakcji w postaci barów, lecznic, punktów z wodą, a także czegoś w rodzaju sklepów. Ponadto można porozmawiać z przechodniami stoczyć walkę z dzikimi psami, mutantami...
W Burntime walki to elementy zręcznościowe, planowanie swojej kampanii to strategia, zaś cała akcja gry (momentami powtarzająca się do znudzenia) to przygody. A więc każdy, kto postanowi zwiedzić mroczne rejony wypalonego świata, odwiedzić ostatni istniejący kościół albo po prostu powalczyć, proszony jest o nie wywoływanie III wojny światowej, a jedynie zagranie Burntime w firmie Mirage.
Zobacz także:
Burntime
Złoto z Diabelskiej Skały
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Po wojnie nuklearnej....