Fabuła gry traktuje o konflikcie męsko-damskim, który przybrał rozmiary wojny, toczonej bynajmniej nie na wałki i butelki, a z zaangażowaniem broni ciężkiej. Cała historia opowiedziana jest z właściwym SCI (a znanym nam z uroczego Kingdom Of Magie) monthypythonowskim humorem. Widać to już w intro: spokojna, naukowa dyskusja dwojga historyków płci przeciwnej przeradza się w niekontrolowaną pyskówkę. Podobnie dzieje się w animowanych przerywnikach, gdzie obie strony pokazane są przez pryzmat najgorszych stereotypów: kobiety - zero inteligencji technicznej i nonsensowne działania, mężczyźni - przerośnęte, tępe mięśniaki ze skłonnościami do alkoholu. A ponieważ możemy walczyć i po jednej, i po drugiej stronie, ogłaszam GW pierwszą grą prawdziwie koedukacyjną, doskonałą zarówno dla męskich szowinistycznych świń, jak i dla żeńskich szowinistycznych macior... oops, przepraszam, feministek.
Rozpisałem się o klimacie, ale nie ukrywam - wywarł na mnie wrażenie. Być może są tacy, którzy wolą Bardzo Czarny Kryminał a la Syndicate, ale ja czasem lubię się pośmiać. Padła już magiczna nazwa: Syndicate. Oto gra, na której wzorowane są Gender Wars. Co prawda, architektura poziomów bardzo kojarzy się z Crusader: No Remorse, zaś w ogólnym rozkładzie map znajdziemy daleki powiew Little Big Adventure, ale gra nawiązuje do dzieła Bullfroga. Czworo bezwzględnych ludzi walczy z całym światem.
.jpg)
W stosunku do Syndicate nastąpiło kilka zmian: większy teren gry, możliwość przejażdżki czołgiem czy wezwania wsparcia powietrznego. Wypada też pochwalić inteligencję członków drużyny, skutecznie działających na własną rękę. Potrafią podążać za kierowanym przez nas osobnikiem i osłaniać go ogniem.
Gender Wars to gra nasycona dobrym humorem, ładnie wykonana, oparta na sprawdzonym, nieco podrasowanym pomyśle. Wielbicielom Syndicate z pewnością się spodoba.
Zobacz także:
Lektura o M i K
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Wojna płci.