"Grey's Anatomy w uproszczonej wersji."
Byciem lekarzem to twardy orzech do zgryzienia. Długie godziny mozolnej oraz wyczerpującej pracy, narzekający pacjenci i całodniowy stres to tylko namiastka problemów, z którymi musi sobie poradzić medyk. W tej grze zostajemy jednym z chirurgów - otolaryngologiem, będąc bardziej konkretnym, który zajmuje się diagnozowaniem oraz leczeniem wszelkich dolegliwości mózgowych.
Tłem akcji w tym wypadku jest, rzecz oczywista, szpital. Na tyle duży, że spokojnie mamy do dyspozycji stołówkę, salę konferencyjną, pokoje do wykonywania zdjęć rentgenowskich, CAT oraz MCR, salę operacyjną, recepcję i kilka innych. W tej kwestii produkt wypada znakomicie przy porównaniu z poprzednią częścią.
Jak wygląda leczenie? Dość specyficznie, bowiem po przydzieleniu nam pacjenta rozpoczynamy diagnozowanie stanu jego zdrowia. W grze analizuje się trzy sfery ciała ludzkiego - głowę, ręce, a także nogi. Wykorzystujemy przy tym mini-arsenał przyborów diagnostycznych. Wskaźnik do sprawdzenia funkcjonalności oczu, latareczkę do źrenic, młoteczek wykorzystywany przy obserwacji odruchów. Brzmieć może to nader dziwnie i śmiesznie, lecz wynikać to może z mojej słabej wiedzy na temat "ekwipunku" lekarza. Po przebadaniu dostajemy raport, z którego wysuwamy wnioski, co może dolegać choremu. Następne kroki są już brzemienne w skutkach, więc trzeba być bardzo ostrożnym. Opcji jest dużo - możemy wysłać go na operację, do psychiatry, dać aspirynę lub kodeinę lub też pozostawić na obserwacji. Cokolwiek zadecydujemy, oceni to nasz przełożony - ordynator. Zależnie od tego, jak zakończyły się nasze poczynania, pochwali nas lub pośle do sali konferencyjnej, gdzie zostaniemy pouczeni.
Na osobny akapit zasługuje sprawa samego operowania pacjenta. Występować mogą trzy różne stany w tym - tętniak lub infekcja. Wystawianie diagnozy było pestką w przeciwieństwie do ciężkiego bochenka chleba, jakim jest operacja. By zakończona została powodzeniem, należy pamiętać o kilku ważnych aspektach. Po pierwsze, liczy się się czas. Czas jest naszym wrogiem. Po drugie, bez znajomości angielskiego, albo znajomości lekarza, nie zrozumiemy większej części materiału tłumaczącego krok po kroku, jak poprawnie przejść przez daną operację. Do naszej dyspozycji dostajemy wachlarz sprzętu chirurgicznego od znanego wszystkim skalpela, aż po zastrzyki lidokainy.
Minusem gry, wynikającym raczej z samego siebie niż z winy autorów, jest trudność w operowaniu pacjentów. Bowiem gracz nie znający bardzo dobrze języka angielskiego może sobie nie poradzić, a notoryczne sięganie po słownik definitywnie zniszczy klimat gry, pozostawiając gorzki smaczek.
Na zakończenie mogę jedynie dodać, że gra jest raczej dla tych bardziej ambitnych. Autorzy postarali, by sequel przeszedł swojego poprzednika i tak też się stało. Mogę również ze spokojem w sercu zachęcić wszystkich do gry. Albowiem czas, by któryś z was został tym, który zdolny jest przesunąć szalę życia i śmierci.