Lost in Time to jedna z tych przygodówek, które podejmują modny w literaturze SF temat podróży w czasie i związanych z nią komplikacji fabularnych. Zaczynamy na pokładzie statku w roku 1840, na co główna bohaterka o wdzięcznym imieniu Doralice reaguje zdumieniem: "jest przecież rok 1992!". Więcej gracz się nie dowie aż do momentu uwolnienia współwięźnia oraz człowieka który okazuje się agentem z 2092 roku zajmującym się sprawą niejakiego Jarlatha, przestępcy podróżującego przez kolejne epoki w swoich mrocznych celach. Potem na zasadzie retrospekcji fabularnej przenosimy się wraz z naszą heroiną do 1992, poznając wydarzenia które doprowadziły do znalezienia się w odległej przeszłości.
Fabuła jest zapętlona w pozytywnym (rozrywkowym) znaczeniu tego słowa, zaskakując graczy zwrotami akcji i niejedną niespodzianką. Wiekszość akcji toczy się w 1840 roku, gdzie Doralice poznaje prawdę o swojej rodzinie wywodzącej swoje pochodzenie... no, tego Wam nie zdradzę, zapewniam Was tylko że fabuła i scenariusz są wspaniale pomyślane.
Graficznie mamy do czynienia z aż czterema sposobami przedstawienia akcji. Inny na początku, pod pokładem statku wiozącego niewolników i towary, inny (moim zdaniem najlepszy w grze) fotorealistyczny w posiadłości Doralice, jeszcze inny na wyspie St. Christobald. Moim zdaniem twórcy z Coktel Vision mogli zawęzić te ilość do grafiki fotorealistycznej. Zajęłoby to więcej czasu, a gra miałaby więcej mb, ale wyszłoby to grze i graczom tylko na lepsze. Pozostałe rodzaje grafiki nie są wcale złe, ale epizod rozgrywający się w 1992 r. jako retrospekcja wspominam najlepiej.
Polecam tę grę wszystkim miłośnikom klasycznych przygodówek. Moja ocena 8/10 jest wynikiem bardzo mile spędzonego tygodnia - tyle czasu bowiem, grając umiarkowanie, można poświęcić Lost in Time pozytywnie ją kończąc.
Zobacz także:
Solucja
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Zagubiona w czasie.