Day of the Pharaoh jest grą strategiczną (to ten ciekawy typ gier kupieckich, który z braku innych możliwości zaliczamy do strategicznych). Akcja dzieje się 4000 lat temu, w świecie wspaniałej cywilizacji egipskiej, rządzonej przez okrutnych faraonów a egzystującej jedynie dzięki świętej rzece Nil. Ty (czyli bohater główny tej historii) doświadczyłeś na własnej skórze praw tamtych czasów — zostałeś wrzucony do Nilu, gdyż jako syn nieżyjącego faraona wydawałeś się zbyt niewygodny. Tylko dzięki pomocy Boga Słońca (AMONRE) wyszedłeś z tego cało, przygarnięty przez rolników pracujących w okolicach Nilu.
Kilka lat później, Bóg Nilu Ozyrys ukazał Ci się we śnie i nakazał powrócić na tron Faraona. Wiesz doskonale, że w Egipcie nie dzieje się najlepiej i tylko silny władca zaprowadzi w kraju porządek. Do dyspozycji dostajesz statek, trzy rydwany i trochę gotówki. Wykazać masz się zmysłem kupieckim, umiejętnościami prowadzenia wojny oraz wiernością i oddaniem wobec Bogów — którym zawdzięczasz przecież życie.
Autorom Rainbow Arts natomiast, winien jesteś podziękowania za instrukcję. Znalazło się tam naprawdę tylko tyle ile trzeba i ani przecinka więcej. Ciekawe jest także to, że gra bez instrukcji nie ma właściwie większego sensu. I to z trzech powodów: pozorny brak celu gry, nieznajomość ikon występujących w magazynie, porcie i kilku innych miejscach oraz całkowity brak informacji na temat prawdziwych możliwości jakie daje program.
W grze obracamy się między ekranem z ikonami głównymi, mapą Nilu oraz sklepami poszczególnych miast. Ten pierwszy umożliwia budowę nowych statków, rydwanów, wizytę u konsultanta--architekta, uczestnictwo w wyścigu wielbłądów, odwiedziny w haremie, wypad na wojnę oraz składanie Bogom darów. Według instrukcji są tam jeszcze opcje nagrywania i odtwarzania stanu gry (dyskietki ze strzałkami), ale zostały one potraktowane marginalnie — zapisać można tylko jedną sytuację.
Podróż po Nilu jest nudna do zdenerwowania. Jedynym problemem są tam wystające głazy (swoją drogą ciekawe dlaczego straszą one również na Morzu Śródziemnym), na które można nadziać się do trzech razy. Jeśli przesadzisz, jedynym komentarzem będzie charakterystyczny pergamin kończący grę: „Bogowie opuścili Cię". Od czasu do czasu spotykasz Fenicjan, których trzeba nauczyć, jak skacze się z Twojej burty do Nilu. Tylko odpowiednie manewrowanie wielkim, prawie galerniczym wiosłem, uratuje Cię przed przeniesieniem Twoich zasobów do statku Fenicjan.
Pierwsze kilka lat gry (czas biegnie znacznie szybciej niż w rzeczywistości) upływają na powtarzaniu kombinacji: podróż-handelek-podróż-handeiek-wojna; ewentualnie zamiast uczestniczyć w niebezpiecznej wyprawie przeciw Beduinom, można po kryjomu odwiedzić swój harem — zapewniam, że jeśli wybrałeś ładne żony, to nie będziesz się nudził. Gdy jednak upłynie trochę czasu, Twoja pozycja społeczna wzrośnie odpowiednio (wraz ze wzrostem gotówki), przyjdzie czas na odpowiedzialność i stateczność. Przestaną Cię wreszcie wyrzucać od konsultanta a Bogowie okażą swoją wdzięczność za dary Każdy dobry uczynek zaprocentuje i być może powiedzą do Ciebie któregoś ranka: „Witaj nasz Faraonie". Kto wie?
Uczciwie muszę przyznać, że Day of the Pharaoh wydawał mi się z początku raczej nudny. Szczególnie denerwowała mnie brzęcząca muzyka z głośnika i zupełnie średnia grafika. Gdy do tego wszystkiego dodać jeszcze niezrozumienie intencji autorów, łatwo otrzymać mój punkt widzenia. Po zapoznaniu się jednak z instrukcją oraz dwutygodniowej praktyce, nie mam wrażenia straconego czasu. Nie udało mi się wprawdzie stać Bogiem w ludzkiej osobie, ale co pograłem, to moje...
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Faraon.