Ocena: ( 8.5 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 2 Pobrano: 9 razy.
Tym razem przyszło nam zostać gwiezdnym rangerem. Gdzieś, kiedyś (zapewne w dalekiej przyszłości) na granicy między obszarami zajmowanymi przez Ziemian i Tauregów dzieją się różne nieprzyjemne rzeczy - konkretnie ciągle ktoś strzela do naszych. Trzeba dać temu komuś odpór, co sprowadza się do wystrzelania wszystkiego co jest wrogie i lata. Tym kimś są piraci Tauredzcy, a przynajmniej tak twierdzi rząd strony przeciwnej, bijąc się w piersi (czy co tam Tauregowie mają) i twierdząc, że nie ma z tym nic wspólnego. Taki przynajmniej jest początek (kilka pierwszych misji), bo po jakimś czasie zrezygnowałem z gry - dlaczego, o tym za chwilę.
Teraz natomiast o samym lataniu, bo chociaż bardzo podobne do tego, do czego przyzwyczaili nas dowódcy skrzydeł i inne ostatnie dynastie, pojawiło się kilka nowych elementów. Przede wszystkim mamy do swojej dyspozycji mapę sporego wycinka kosmosu (nie wiem tylko, dlaczego jest ona płaska) z zaznaczonymi wszystkimi (albo prawie wszystkimi) znajdującymi się w niej statkami. Pozwala to na wybranie miejsca w którym będziemy chcieli uderzyć przeciwnika - po dokonaniu wyboru wykonujemy skok sub- albo hiper- (jak kto woli) przestrzenny żeby dotrzeć na miejsce i zająć się statkami Tauregów. Skok pożera spore ilości energii, tym większe im dalej się skacze (mniej energii zużywa się na kilka małych skoków, niż na jeden duży), w dodatku nie musi nas doprowadzić dokładnie do celu (jeśli nie będziemy lecieć dokładnie środkiem korytarza sub-hiper-przestrzennego). Kiedy skończy nam się energia - ranger kaputt. Na szczęście po chwili przyleci statek ratowniczy i nas naprawi, zresztą energię można uzupełnić o ile uda się dolecieć do bazy i dokonać dokowania.
Wszystko to razem jest całkiem nieźle zrealizowane do strony technicznej, choć latać można wyłącznie korzystając z dżojsticka, co uważam za nonsens (mysz i klawiatura nie są w locie w żaden sposób obsługiwane). Sama strona techniczna to jednak niestety trochę za mało - i dlatego po jakimś czasie zrezygnowałem z dalszego grania. Mimo bowiem sprawnej realizacji grze brakuje klimatu, który pchałby do kończenia kolejnych misji. Nie musi to być wcale film - czasem pomagają choćby informacje o rozwoju sytuacji na froncie, sama świadomość tego, że gdzieś, coś się dzieje. W Star Ranger tego niestety brakuje, przez co gra staje się po godzinie-dwóch zwykłą strzelanką. Inna sprawa, że od czasu do czasu właśnie taka gra jest potrzebna - zwłaszcza wtedy, gdy człowiek nie ma ochoty na oglądanie kilkunastu kolejnych filimków z cyklu „Przygody niedużego pułkownika", a ma ochotę wystrzelać wszystko co lata w scenerii odległych mgławic i majestatycznie wiszących w przestrzeni baz komicznych.
Zbierając wszystko do kupy -pograć, choćby chwilę, warto, bo gra jest całkiem udana, jednak liczyć na dłuższe zauroczenie nie ma co, bo brak tego czegoś...
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Gwiezdny ranger.