Ocena: ( 8.1 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 10 Pobrano: 138 razy.
W 1990 roku świat graczy komputerowych dostał w swoje ręce pierwszą część jednej z bardziej znanych, o ile nie najsłynniejszej trylogii rpg na komputery osobiste - Eye of the Beholder. Tytuł okazał się tak dobry i spotkał z tak ciepłym przyjęciem, zarówno przez graczy jak i krytyków, że w niedługim czasie firma Westwood Studios wydała drugą jego część: The Legend of Darkmoon.
Dwójka Beholdera zdaniem wielu entuzjastów przewyższyła nawet kunsztem swojego poprzednika i do dziś dnia uznawana jest za jeden z kanonów gatunku. Dalej penetrowaliśmy lochy, ostukiwaliśmy ściany w poszukiwaniu ukrytych przełączników i przejść, w tu i ówdzie rozsianych niszach znajdując magiczne sztylety, klucze i zwoje, a pałające do nas raczej niewielką sympatią szkielety, mumie i koboldy próbowały z całych sił stanąć nam na przeszkodzie do upragnionego finału, gdzieś w najdalszych i najgłębszych zakamarkach mrocznego labiryntu.
Kwestią czasu było tylko pojawienie się trzeciej części Oka Beholdera.
Ta ukazała się w rok później, ale nie zdołała osiągnąć takiej sławy i uznania jak jej poprzedniczka, choć słabą grą na pewno nie była. Przyczyną takiego stanu rzeczy był nowy projekt ekipy Westwood'u, który zaczął się już kształtować zanim Eye of the Behoder III - Assault on Myth Drannor zagościło na dyskach fanów, a nie od dziś wiadomo, że dwóch dusz jednym sercem nie obdzielimy... Trzecia część Beholdera wyszła i była godnym i pełnym zakończeniem sagi, natomiast nowy projekt ukończony został w kilka miesięcy później i...
Coś się skończyło, coś zaczęło, a tym nowym początkiem dla licznej rzeczy fanów komputerowych erpegów i wszelkich fantastów był właśnie Lands of Lore.
Ładniejsza grafika, intuicyjny interfejs, klimatyczna muzyka (nota bene bardzo nastrojowa, zróżnicowana, trzymająca poziom i budująca napięcie), proste i bardzo dobre rozwiązania rozwoju postaci i rzucania czarów, efekty wizualne tychże, zróżnicowane poziomy (przyjdzie nam wędrować po lasach, zamkach, kopalniach, bagnach, wieżach, domach, jaskiniach i wielu innych) sensowne zagadki, automapowanie, element handlu oraz przede wszystkim Fabuła, wszystko to złożyło się w 1993 roku na grę roku.
W Lands of Lore możemy wybrać jednego z czterech proponowanych nam śmiałków, których dobry król wezwał aby ratować królestwo przez złą czarownicą, która posiadłwszy we władanie potężny talizman, postanowiła zawładnąć krainą rządzoną dotychczas przez dobrego króla i aby ten cel urzeczywistnić, wysłała przeciwko lokalnym mieszkańcom całe hordy swych straszliwych sługusów. Do wyboru mamy bohaterów specjalizujących się w magii, mieczu, albo we wszystkim po trochu, z czym każda umiejętność będzie nam w trakcie przygody wzrastać wraz z jej używaniem. Tak więc siekąc wrogów na plasterki żelastwem będziemy rozwijać siłę, ostrzeliwując ich z kuszy czy łuku - zręczność, a rzucając na nich czasy - magię. Rozwiązanie proste i genialne, niedoprowadzające do absurdów typu: wskakujemy barbarzyńcą na następny poziom po zatłuczeniu toporem setki goblinów i... przypisujemy zdobyte punkty doświadczenia na przykład do zwiększenia many.
Zaczynając jednym bohaterem przygodę, nie jesteśmy jednak zdani do końca wędrówki tylko na siebie, gdyż w trakcie będą dołączać do nas (i odłączać) kolejne postaci. Maksymalnie możemy mieć w drużynie trzy osoby.
W przeciwieństwie do sagi Eye of the Beholder, nie musimy sięmartwić tutaj o żywienie swoich bohaterów, tak więc presja czasu nam nie grozi, chociaż w zasadzie i tam wystarczyło rzucić odpowiedni czar. Odpowiednich czarów natomiast rzucać nie trzeba, aby wskrzesić kogoś z drużyny, kto za sprawą jakiegoś wrednego orka, czy żmija, obrócił się nam znienacka w stertę pikseli. Wystarczy wtedy flaszka czerwonego napoju (nie tylko mądrości, ale i zdrowia doda ;) ) lub zaklęcie uzdrowienia i nasz towarzysz (albo i my sami) znów jesteśmy gotowi do drogi. Trzeba przy okazji wspomnieć, że czarów mamy do dyspozycji niewiele, bodajrze tylko pięć, które znajdujemy w zwojach po drodze wędrówki. Jeden uzdrawiający i cztery ofensywne. Dzielą się one jednak na pięć stopni wtajemniczenia i im bardziej jesteśmy zaawansowani w magii, tym mocniejszy czar możemy rzucić. I tak na przykład możemy uzdrowić daną postać w mniejszym lub większym stopniu, wyleczyć się dodatkowo z trucizn i chorób, a nawet wyleczyć ze wszelkich uszczerbków i dolegliwości całą naszą drużynę.
Podsumowując Lands of Lore: The Throne of Chaos jest bardzo dobrą grą z gatunku action rpg, na naprawdę długie tygodnie, które warto przeznaczyć na ten tytuł. Doczekała się ona, podobnie jak saga Eye of the Beholder, drugiej i trzeciej części, które w przeciwieństwie do części pierwszej, oferowały już pełny scrolling i płynne przejścia pomiędzy lokacjami, niemniej jednak nie doczekały się takiej popularności jak właśnie jedynka, a przynajmniej nie u nas.
Szczerze polecam wszystkim amatorom magii i miecza, rozrywka na długie godziny gwarantowana. Warto przypomnieć sobie to coś w tytułach sprzed kilkunastu lat, czego niejednokrotnie brakuje wielu dzisiejszym pozycjom.
Zobacz także:
Solucja
The Throne of Chaos
Lands of Lore
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Lands of Lore.