Ocena: ( 6.25 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 4 Pobrano: 28 razy.
I znowu trafiamy do krainy, gdzie jedynym prawem jest prawo pięści. Tylko najlepszy może przetrwać straszliwy Turniej zorganizowany przez Mistrza (czy czegoś Wam to nie przypomina?). Gracz może wybierać spośród dziesięciu najsłynniejszych wojowników świata. Jednym z nich nie jest nawet człowiekiem, tylko gadem z okresu jurajskiego (niestety, nie tyranozaurem, życie byłoby za proste). Wojownicy przybyli z różnych krańców świata i różnych epok historycznych, aby w ostatecznej walce zmierzyć się z gospodarzem Turnieju.
Pewne novum na rynku bijatyk stanowi fakt, iż w grze Warriors możemy korzystać z broni (nie wszystkie postacie), a cios zadany mieczem, kijem baseballowym czy nożem ma (jak zresztą logika wskazuje) większą skuteczność niż uderzenia gołą pięścią. Zabawne jest też, iż wrogowi można broń wytrącić z rąk, a on będzie się starał podnieść ją z ziemi. Wykorzystano również znany z One Must Fall pomysł filmowania walki. Jednak, o ile w OMF mogliśmy zaledwie obserwować jeden fragment (wybrany przez komentującą mecz spikerkę), tak tutaj możemy się przyjrzeć przebiegowi całego starcia. I to w dodatku w trzech wymiarach, dysponując tak jak w magnetowidzie opcjami przewijania czy stopklatki.
Walki toczymy w dziesięciu różnych sceneriach (stopniowo posuwając się od brzegu morza aż do areny na zamkowym dziedzińcu), z których część jest całkiem interesująca graficznie (most, laboratorium). Pojedynek trwa do momentu wygrania przez jednego z zawodników dwóch rund. Niestety, opcji tej nie można zmienić, a szkoda, bo przecież są gracze, którzy woleliby toczyć walki jednorundowe. Zwłaszcza na najniższym poziomie trudności jest to nieco denerwujące, gdyż aż do czasu spotkania Mistrza nie można trafić na godnego przeciwnika. I czas się niepotrzebnie dłuży.
Moim zdaniem, najciekawszą rzeczą w Warriors jest spore zróżnicowanie zdolności poszczególnych postaci. Ich wytrzymałość, zwinność i prędkość różnią się czasem diametralnie. Przyznam, że najlepiej mi się walczyło kierując piekielnie szybką Zią, która choć mało odporna na ciosy, bardzo dzielnie sobie poczynała. W przeciwieństwie do np. powolnego niczym żółw, długaśnego Osinkiry. To korzystnie odróżnia Warriors od choćby Mortal Kombat, gdzie postacie — pomimo różnego wyglądu i innych z pozoru technik walki — w zasadzie są identyczne. A wyróżnią je tylko znajomość technik specjalnych.
W czasie grania w Warriors możemy posłuchać niezgorszej muzyczki i całkiem sympatycznych efektów specjalnych. Do zalet programu należy też możliwość ustalania szybkości walki (np. na moim komputerze akcja w MK i MK2 toczy się zdecydowanie zbyt szybko) oraz znaczne ograniczenie stosowania ciosów specjalnych (wyczerpuje się energia postaci i trzeba czekać na ponowne jej odzyskanie). Do wad należy brak możliwości definiowania klawiszy w walce jednoosobowej (komputer kontra człowiek). Dość zaskakujące było też dla mnie, iż żadna z postaci nie pochodzi z Japonii. Czyżby francuscy programiści z Mindscape nie lubili samurajów?.
Zachodnie pisma zarzucały Warriors, iż wykorzystuje jedynie dwa klawisze walki (w MK są cztery), ale gwoli uczciwości trzeba nadmienić, że łączenie klawiszy ciosów z klawiszami kierunku przynosi czasem całkiem sympatyczne efekty. Jednak pod względem różnorodności uderzeń Warriors mimo wszystko ustępuje produktowi firmy Acclaim.
Zobacz także:
Wojownicy i ciosy specjalne.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Wojownicy.