Ocena: ( 7.4 / 10 )
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Głosów: 5 Pobrano: 39 razy.
Fabuła gry (jak na klasyczną bijatykę przystało) zachwyca swoją prostotą, że nie użyję dosadniejszych określeń. Banda zabijaków zbiera się z jakiegoś ważnego powodu i morduje nawzajem, a najlepszy z nich w nagrodę zmierzy się z tajemniczym Lordem Warriorem Lictorem (już samo brzmienie tego wymyślnego imienia powinno budzić przerażenie i siać popłoch - omal nie umarłem ze śmiechu jeszcze przed rozpoczęciem walki). Oczywiście, w bijatyce historyjka nie ma żadnego znaczenia (chyba że ktoś chce na jej podstawie wyprodukować fiim), więc - podworowawszy sobie odrobinę - przechodzę do omówienia innych, bardziej interesujących elementów gry.
Theatre of Pain to dwuwymiarowa bijatyka, w której wybiera się jedną z 8 renderowanych postaci. Każda reprezentuje odmienne umiejętności i styl walki. Obie cechy są kreowane przez dość różnorodną i bogatą gamę ciosów specjalnych oraz kombosów. Przy zadawaniu oponentom bólu nasi wojownicy pomagają sobie różnego rodzaju bronią. W trakcie walki z gwizdem tną powietrze klingi noży, mieczy, trójzębów, szabel, na głowy przeciwników spadają razy zadawane miotami, toporami i łańcuchami. Całe to żelastwo ma jedną, ostatnio rzadko spotykaną w bijatykach cechę -jest funkcjonalne. Nikt nie macha lekko jak piórkiem dwumetrowym mieczem, ani nie krzyżuje delikatnej szpady z ciężkim ostrzem szabli itp. Po pokonaniu standardowych zawodników przychodzi pora na zmierzenie się z czterema ukrytymi: człowiekiem-bykiem, humanoidalnym tygrysem, genetycznie pokręconym demonem (czego ci producenci nie wymyślą), no i, oczywiście, ze straszliwym Liktorem :).
Każda postać jest wy-renderowana w najdrobniejszych szczegółach, doskonale widocznych także w trakcie gry (oczywiście w hi-res). Animacja wojowników jest bardzo płynna, widać dokładnie każdy zadawany cios -można w ten sposób łatwo ocenić, jaki ma zasięg i kiedy go używać. Walka odbywa się na nieźle zaprojektowanych i wykonanych arenach. Tła niezbyt zachwycające, niemniej jednak złego słowa nie można o nich powiedzieć . Utrzymane są w tonącji stalowo-szarej. Oczywiście, nie znaczy to, ze nie ma tam kolorów - po prostu, duże nagromadzenie elementów metalowych nadaje im techniczny charakter.
Odgłosy walki są bardzo zbliżone do naturalnych i wykonane z należytą starannością, a sample brzmią czysto. Nie przesadzono z udziwnieniem głosów postaci. Niezwykle wiernie zostały oddane dźwięki towarzyszące posługiwaniu się bronią białą.
W Theatre of Pain grało mi się całkiem nie źle. Odrobinę trudności sprawiła mi obsługa gry - 10 klawiszy (6 uderzeń i kierunki), ale po jakimś czasie przywykłem. Każdy zawodnik wymaga sporo wyczucia, ale poświęcony mu czas wynagradza efektownymi ciosami powodującymi u przeciwnika niewielkie, ale zawsze jakieś, fontanny krwi.
Jest to propozycja dla ludzi preferujących realizm w nierealnym z natury rzeczy świecie gier komputerowych, lubiących płynną animację i szybką walkę, z dużą liczbą naprawdę dynamicznych skoków, ciosów specjalnych i kombosów.
Zobacz także:
Teatr Bólu.
Tu możesz podzielić się swoją opinią na temat recenzji Bijatyka.